poniedziałek, 11 maja 2026

Kupowanie a otrzymywanie książek w prezencie, czyli co wolę i dlaczego...

 

    Jak obecnie wybieram książki, które kupuję? Zacznę przewrotnie - nie wybieram. Niestety. Jak wiecie, bo pisałam o tym wielokrotnie, nie kupuję już papierowych książek - brak miejsca, brak czasu, brak możliwości ich przeczytania. Kupuję ebooki w aplikacji, ale ostatnio też coraz mniej. Brak czasu jest zdecydowanie największą przeszkodą dla mojego czytania. Czy więc nie czytam już w ogóle? Bo jeśli nie, do czego mi nadal blog read2sleep.pl? Ano czytam, Kochani, czytam! Tylko zupełnie inne rzeczy. Czytam tony materiałów psychologiczno-pedagogicznych, zwłaszcza tych o wsparciu uczniów. Jest tego taka masa, że często muszę rezygnować z czytania "dla relaksu", bo już po prostu oczy nie te... ;) I czytam też... przypadkowe książki, które otrzymuję w prezencie (czy może bardziej ich fragmenty), ale te rzadko nadają się na niniejszy blog. A teraz o tym, dlaczego.

    Kilka lat temu w pewnej części mojej rodziny nastało olśnienie. Ktoś w końcu odkrył, że ja nie tylko "mówię, że lubię czytać", ale "naprawdę lubię!" Przyjęto ten fakt ze zdziwieniem, jednak na tyle poważnie, że teraz na każdą możliwą okazję otrzymuję książki. I to koniec dobrych wieści... Niestety książki, które otrzymuję to w większości absolutnie nie takie, które lubię. Dostaję najczęściej dwa rodzaje lektur - "pożyteczne", oczywiście wg obdarowującego... oraz "modne". I nie wiem, czego nie znoszę bardziej :D. Co mam na myśli pisząc "pożyteczne"? Oczywiście wszelkiej maści poradniki, książki a la kucharskie itp. Co mam na myśli pisząc książki "modne"? Cóż, pojawił się teraz jakiś wysyp publikacji o wojnie, obozach koncentracyjnych, o okrutnej śmierci, wyzysku kobiet, niedoli kobiet, cierpieniu kobiet... Czy te książki uważam za złe? Nie, nie w tym rzecz. Problem jest inny. Ja znam tę tematykę. Wgłębiałam się swojego czasu w literaturę wojenną, "obozową" i nie tylko. Podobnie w literaturę o niedoli kobiet. W to ostatnie nie musiałam nawet się wgłębiać, ta wiedza goniła mnie i dościgała od najmłodszych lat. Czuję ból gnębionych, wiejskich dzieci, spracowanych chłopek i NIE CHCĘ O TYM CZYTAĆ DLA RELAKSU! To w ogóle nie jest dla mnie relaks. Relaks z książką to wg mnie coś dającego nadzieję, pokrzepiającego serce, coś z poczuciem humoru (byle nie prostackim). Może być książka przygodowa, a nawet literatura dla dzieci, jeśli jest wartościowa. Może być poezja, jeśli jest poezją, a nie napisanymi kilkoma bezsensownymi zdaniami na krzyż, którym to inni mają dorabiać sens. Nie lubię się bać, więc horrory też odpadają i też mnie nie relaksują. I zdecydowanie nie lubię dla relaksu czytać o cierpieniu innych. Gdzie więc widzę miejsce dla takiej literatury? Oprócz horrorów, dla których póki co nigdzie nie znalazłam miejsca... Dla literatury faktu widzę miejsce w strefie edukacyjnej - nie relaksacyjnej. Edukacja w szkole ponadpodstawowej, w podstawowej również, ale w delikatniejszym zakresie - to tu powinniśmy uczyć się o wojnie, obozach, wyzysku chłopów, kobiet, dzieci. Tu powinniśmy poznawać fakty historyczne, aby nie popełniać znów tych samych błędów i, aby docenić nasze obecne życie. Jeśli interesuje nas to i w późniejszym wieku, również nie widzę przeszkód, żeby kupować sobie tego typu książki. Jednak ja takiej literatury DLA RELAKSU czytać nie chcę. 

    Więc co chciałabym otrzymać, gdybym mogła sobie wybrać prezent książkowy? Romanse odpadają. Uwielbiam dobry romans, ale wolę wybrać go sama, bo "dobry romans" to rzecz gustu. Byłabym wdzięczna za każdą biografię o wielkich tego świata - o Marii Skłodowskiej-Curie (akurat mam, podaję dla przykładu), o klasykach sceny muzycznej (oprócz dzisiejszych piosenkarzy, którzy są bardziej celebrytami niż muzykami...) i inne podobne. Czego nie chcę dostawać w prezencie? Współczesnej poezji - nie rozumiem jej. Jeśli już poezja to antologie klasyków - np. Tetmajera, Staffa itp. Nie chcę otrzymywać książek kucharskich, poradników o szczęściu i odnoszeniu sukcesu. Nie lubię też poradników o wychowaniu dzieci. 

    A co bym obecnie kupiła, gdyby miało to sens? Na pewno kolejne odsłony "Wiedźmina" Sapkowskiego. Gdzieś tam mam w tyle głowy, że jest "Rozdroże kruków", którego jeszcze nie miałam w dłoniach. Tu - wyjątkowo - kupiłabym wersję papierową. Jeśli chodzi o ebooki to nadal króluje u mnie romans. Mam wielką ochotę na coś łatwego, zabawnego i przyjemnego. Coś może od Kendall Ryan lub Vi Keeland, o ile trafiłabym na coś w jej "starym" stylu. Z literatury polskiej może coś prostego od Grocholi? 

    Odpowiadając na pytanie z tytułu niniejszego posta, zdecydowanie wolę książki kupować sama niż otrzymywać w prezencie. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Jaka jest najgorsza a jaka najlepsza książka, którą otrzymaliście w życiu?


Ściskam i pozdrawiam

Sil


fot. Sil


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze posty :)