read2sleep.pl
Z miłości do czytania i pisania... przed snem ;)
piątek, 23 stycznia 2026
Takie małe AB BA, czyli wiersz "Co jest najważniejsze?"
wtorek, 20 stycznia 2026
Możliwe, że to pierwszy i ostatni raz, czyli chciałam dziś opowiedzieć o pewnej grze
Czasem lubię zaskakiwać i dlatego dziś opowiem o czymś, czego na pewno nie spodziewaliście się na blogu read2sleep.pl. Dziś opowiem o grze Disney Frozen Free Fall od Jam City, Inc.
Kto pamięta film animowany Frozen (w Polsce znany jako "Kraina Lodu")? Ja pamiętam doskonale, gdyż była to ulubiona bajka mojej siostrzenicy i oglądałam Frozen dziesiątki razy, w tym jednego dnia trzy razy pod rząd.... Tak, da się ;). Frozen, luźno inspirowane baśnią Andersena - "Królowa Śniegu" oraz nieco za bardzo, jak na mój gust, zbliżone do rosyjskiej produkcji z 2012 roku - również pod tytułem "Królowa Śniegu", opowiada o przygodach dwóch sióstr - księżniczek. Obdarzona niezwykłą mocą Elza, za namową trolli, do których jej rodzice zwracają się po pomoc, po wypadku z udziałem jej młodszej siostry - Anny, jest odizolowana od świata. Rodzice ukrywają następczynię tronu, aby nauczyła się panować nad swoją zdolnością tworzenia lodu. Niestety, wychodzi to średnio i Elza nie robi postępów. Wkrótce też, z przyczyn losowych, traci wsparcie matki i ojca. Gdy Elza i Anna są nastolatkami, ich rodzice giną w wypadku na morzu. Przez kilka lat państwo pogrążone jest w żałobie, aż do momentu, gdy Elza jest już gotowa, aby objąć rządy. Podczas balu po koronacji Elzy na królową, młodej władczyni puszczają jednak nerwy a jej gniew i strach zamienia całą okolicę w krainę lodu. Elza ucieka, zaś jej młodsza siostra, która czuje się winna sytuacji, wyrusza, aby odszukać królową i sprowadzić ją do domu.
Tak w dużym uproszczeniu zaczyna się fabuła Frozen/Krainy Lodu i tego właśnie się spodziewałam, gdy któregoś razu mąż zainstalował dla mnie grę na swojej konsoli. Nie jestem fanką gier ani konsol, ale mój mąż próbował mnie przekonać, że jestem, tylko jeszcze nie znalazłam odpowiedniej dla siebie gry. Spróbowałam więc Frozen Free Fall i... muszę przyznać, że całkiem mi się spodobała. Nie była to gra fabularna/strategiczna, a polegała jedynie na czymś w rodzaju układania klocków z utrudnieniami. Przez jakiś czas zdarzało mi się zagrać, a później przestałam, bo jednak nie miałam na to czasu. Nie sądziłam też, że gra jest mi do czegokolwiek potrzebna. Na pewno nie do szczęścia. ;) Przez lata nie tęskniłam i nawet zapomniałam, że coś takiego istniało.
Ale... parę tygodni temu pomyślałam, że potrzebuję czegoś do zajęcia kilku minut, gdy czekam np. na autobus czy na dziecko, gdy kończy "swoje dziecięce sprawy". Miałam wówczas dość przeglądania "prasy", bo ciągle trafiałam na wszechobecne cierpienie - dzieci, zwierząt, świata. Zaczynanie powieści, gdy ma się 5-10 minut mijało się z celem, podobnie jak czytanie materiałów związanych ze studiami. I wtedy przypomniałam sobie o istnieniu gry Frozen Free Fall. Postanowiłam sprawdzić, czy jest wersja na telefon i faktycznie, była. Ściągnęłam, zainstalowałam i zagrałam po raz pierwszy, a później drugi i kolejny. I to jeden z trzech powodów, dla których ostatecznie gry nie polecę ;). Jest zbyt wciągająca, pomimo swojej prostoty :D.
Choć Frozen Free Fall posiada sklep z "życiami"/gadżetami do gry - dla mnie jest on zbędny. W akurat tę grę można spokojnie grać nie wydając na nią wprost ani złotówki. Oczywiście, można sobie "dokupić" życie oglądając reklamę, ale nawet to na upartego jest zbędne, bo życia odnawiają się i po 30 minutach mamy kolejne życie do wykorzystania. Naprawdę można się obyć tak bez wydawania pieniędzy, jak i bez oglądania reklam, a gra nadal będzie dobrze grywalna.
Disney Frozen Free Fall jest do pewnego momentu relaksująca, choć wcale nie taka łatwa, więc czasem mogą puścić nerwy. Jednak jeśli nie jest się zapalonym graczem, a grę tę potraktuje się po prostu jako "czekadełko", nie spędza ona snu z powiek. Oczywiście każdy kolejny poziom trudniejszy jest od poprzedniego, ale zdarzają się też "przerywniki" w postaci łatwiejszych leweli (wybaczcie spolszczenie). Może się więc zdarzyć, że po serii irytująco trudnych poziomów, traficie na taki, który praktycznie zagra się sam.
We Frozen Free Fall istnieją również dodatkowe atrakcje, jak choćby dodatkowe zadania z mini grami, które można traktować jako odpoczynek od planszy głównej. Również same plansze można wybierać zmieniając sobie "mapy". Można brać udział w wyzwaniach, które nagradzane są zwykle całkiem sowicie. Można też budować miasteczko nawiązujące do kraju Elzy i Anny z filmu animowanego, o którym wspomniałam wcześniej. Grając, bez żadnego wysiłku zdobywa się walutę, którą można wydawać na elementy architektury miasteczka. Jest to całkiem miły przerywnik.
A jednak napisałam, że są trzy powody, dla których gry nie polecę. Pierwszy już znacie, jest to gra zbyt wciągająca ;) i może skraść nam więcej czasu, niż chcemy poświęcić. Drugim powodem jest fakt, że mam wrażenie, iż nieustanne rozbłyski w grze nie są zbyt zdrowe dla oczu. Ja akurat mam wrodzoną wadę wzroku, jednak zauważyłam, że jeśli włączę Frozen Free Fall, moje oczy bolą znacznie szybciej niż przy normalnym korzystaniu ze smartfonu - czytaniu maili, książek czy wiadomości. A jaki jest trzeci powód tego, iż gry Frozen nie będę polecać dalej? Cóż, bardzo szybko zużywa baterię.
Dla porządku napiszę jeszcze kilka ogromnych plusów Disnej Frozen Free Fall. Przede wszystkim - nie ma reklam, które przerywają grę! Nie jest też to gra, która nieustannie wyciąga pieniądze od użytkownika. Frozen Free Fall jest ponadto bardzo różnorodne i na pewno nie jest nudne. Postaci z gry mają swoje osobowości, każda ma również swoje własne "pomagacze" dla gracza. I jeszcze miły bonusik - codziennie przy pierwszym logowaniu danego dnia otrzymuje się jakiś prezent przydatny w grze.
Poniżej przedstawiam kilka zrzutów z gry, jakbyście byli ciekawi, jak to mniej więcej wygląda. Disney Frozen Free Fall można bezpłatnie pobrać ze sklepu Google.
Ściskam i pozdrawiam
Sil
![]() |
| Zrzuty z Dsisney Frozen Free Fall |
poniedziałek, 19 stycznia 2026
Cześć, jestem Silentia
Cześć, jestem Silentia. Często podpisuję się jako Sil, bo tak jest krócej, ale i jakoś tak prościej. Jestem poetką i pierwszą książką, którą wydałam w życiu był właśnie tomik poezji. To było w 2018 roku i jeszcze wówczas nie używałam w "prawdziwym świecie" pseudonimu "Silentia".
Swoją przygodę z twórczością w Internecie również zaczęłam od stronki z moimi wierszami. Było to dawno, dawno temu w odległej galaktyce ;). To jednak nie wiersze przyniosły mi popularność w sieci, lecz opowiadania typu fan fiction, które oficjalnie zaczęłam pisać około 2009 roku. Sława moich fanowskich opowiadań zaczęła się równie gwałtownie jak się skończyła, po czym na całe lata zapomniałam o blogowaniu. Wróciłam około 2021 roku z blogiem RiF (romans i fantastyka), gdzie również zaczęłam publikować fan fiction. Miałam nawet pierwszych czytelników, ale... nie miałam czasu ;). A później powstał oczywiście read2sleep.pl, czyli blog, na którym obecnie najłatwiej mnie spotkać. Ale tu fan fiction nie ma już zbyt wiele, za to znajdziecie różne opinie o książkach, artykułach, sporo wierszy, troszkę moich mikro opowiadań, jak również refleksje i, moje ulubione - fotorelacje z krótkich podróży.
Moje kolejne dwie książki, wydane również pod prawdziwym nazwiskiem, były książkami dla dzieci. Pierwsza z nich (2022) miała postać wierszyków i ilustrowana była prostymi rysunkami mojego pięcioletniego wówczas synka. Druga (2023), zawierała krótkie opowiadanka dla dzieci. Nie byłam zadowolona z żadnego z tych wydań i dlatego niewiele osób dowiedziało się o ich istnieniu. Z perspektywy czasu zastanawiam się, czy dobrze się stało, iż dowiedział się ktokolwiek. Chociaż - tu mała niespodzianka, dzieci, które otrzymały książeczkę z opowiadaniami, przyjęły ją bardzo ciepło. Entuzjastycznie wręcz. To sprawia, że czasem zastanawiam się, czy nie wrócić do pisania prostych historii dla najmłodszych. Mam to na liście "TO DO" (z ang. "do zrobienia").
W roku 2025, po wielu latach zmagań, przemyśleń i wątpliwości, wydałam wreszcie powieść obyczajową. "Tylko jeden dzień" został przyjęty dobrze przez tych kilku szczęśliwców, którym udało się go zdobyć, bo książce od samego początku towarzyszył straszny pech. To była pierwsza książka, o której pomyślałam, że chciałabym ją wydać dla szerszego grona i niestety - los mi nie sprzyjał. Cały 2025 rok, czyli rok premiery, książka chowała się przed potencjalnymi czytelnikami.
Pisałam, że jestem poetką. Dlaczego nie pisarką? Proste, bo poezję "piszę" od urodzenia. Od kiedy tylko pamiętam, układałam wierszyki, rymowanki itp. Dopiero później zaczęłam układać dłuższe historie, jakby... "bajki" a pierwszy twór odrobinę przypominający powieść napisałam odręcznie mając mniej więcej lat trzynaście. Pamiętam to nieszczęsne coś, co w dziewięćdziesięciu procentach składało się z dialogów. Absolutnie nie mogłam wówczas zrozumieć, po co komu opisy? Ale! Przyznam szczerze, gdy czytywałam w tamtym czasie książki, również uważałam, że najfajniejszą ich częścią są po prostu rozmowy bohaterów.
Pewnie zastanawiacie się czasem, ile Sil ma lat. Hmm... w zasadzie to zależy. Metryka jest bezlitosna, ale duchem czuję się nieraz wciąż małą dziewczynką - niczym Alicja w Krainie Czarów. Zagubiona w świecie, którego nie mogę do końca rozgryźć, staram się być dojrzałą mamą, kiedy trzeba i niesforną marzycielką, gdy nikt nie widzi.
Pewnie nie muszę wyjaśniać, jakie mam hobby. Pisanie! Ale to nie wszystko, bo jeszcze czytanie, śpiewanie (obecnie tylko karaoke na telewizorze, gdy pozostali domownicy znajdą się poza zasięgiem wzroku... i słuchu), odkrywanie zamkowych ruin i przyrody, uwiecznianie tego wszystkiego na fotografiach i, rzadziej, malowanie farbami akrylowymi. Uwielbiam malować obrazy, chociaż nie posiadam ani odrobiny talentu w tym względzie. Lubię być również gospodynią domową, choć przyznam, że z wiekiem akurat ta rola nieco mnie przytłacza... Lubię gotować i piec ciasta. I jeszcze jedno! Lubię spacery od progu mojego domu aż do nieskończoności.
Lubię też być mamą, ale to nie jest temat a la hobby. Moje dzieci to moje największe wyzwanie i największa duma.
Kocham zwierzęta, wszystkie, choć mam tylko kota. Zawsze miałam kota.
Jestem wegetarianką. Nie fanatyczną i nie próbuję nikogo nawracać, pouczać ani przekonywać do swoich racji. Mogę zjeść przy jednym stole z osobami, które wybiorą mięso. Wegetarianizm to mój wybór i nie zamierzam dokonywać wyborów za innych.
Jestem samotniczką. Lubię spędzać czas sama ze sobą. To wówczas tworzę moje historie, jednak przyznam szczerze, że inspirują mnie głównie sytuacje z życia wzięte. Czasem zasłyszane słowo, czasem urwana scenka, którą dojrzę gdzieś w biegu np. w autobusie. Wystarczy impuls i w mojej głowie rodzi się pomysł na powieść. Pomysły skrzętnie zapisuję, ale niekoniecznie realizuję, bo - nie wiem, czy zauważyliście - doba nie jest z gumy.
Najpiękniejsze wiersze układam w nocnej ciszy lub w otoczeniu przyrody, podczas samotnych spacerów.
Jestem pełna sprzeczności i nie zawsze jestem w stanie zająć stanowisko w jakiejś sprawie. Czasem mój pogląd na dany temat w pierwszym odruchu wydaje się oczywisty, ale zaraz pojawia się tysiąc pytań i mętlik, który sprawia, że mogę powiedzieć wyłącznie NIE WIEM.
Oto ja :)
Ściskam i pozdrawiam
Sil
![]() |
| fot. Sil/przeróbka aplikacja Voila |
piątek, 16 stycznia 2026
Wiersz na spokój
czwartek, 15 stycznia 2026
Eviva l'arte! - wiersz, który uwielbiałam w późnym dzieciństwie, a o którym przypomnieli mi Zalewski z Sanah
Kazimierz Przerwa-Tetmajer (1865-1940) był tak barwną postacią, iż krzywdzącym byłoby dla niego nazwanie go jedynie polskim poetą. Choć był jednym z najznakomitszych i najbardziej rozpoznawalnych postaci wśród twórców poezji Młodej Polski, był również znanym wówczas dziennikarzem oraz czynnym działaczem, zaangażowanym w sprawy kraju podczas I Wojny Światowej i w odradzającym się państwie po niej. Ale o tym raczej nie dowiecie się w szkole, pomimo faktu, że utwory Tetmajera są częścią obowiązkowej edukacji polonistycznej szkół średnich w Polsce. Czy nasi rodacy wiedzą więc, kim jest Tetmajer? Myślę, że tak i, że wielu z nich powiedziałoby "jakimś poetą". Ale! Po pierwsze nie "jakimś" a "wyjątkowo utalentowanym", a po drugie - nie tylko poetą. Z przyczyn technicznych, ja skupię się dziś na poezji Kazimierza Przerwy-Tetmajera, która od lat jest niezwykle bliska mojemu sercu.
W tym momencie chciałabym jednak przypomnieć, że krótka analiza wiersza "Eviva l'arte" nie jest oficjalną interpretacją utworu. Podobnie jak we wszystkich moich psotach, na read2sleep.pl przedstawiam jedynie swoją, subiektywną opinię na dany temat.
Wiersz "Eviva l'arte!" Kazimierza Przerwy-Tetmajera zachwycił mnie na języku polskim w szkole średniej i zachwycał niezmiennie przez wiele, wiele lat. Gdy ktoś zapytał mnie o ulubionego, polskiego poetę odpowiadałam "Oczywiście Tetmajer!" Ale później życie zawróciło mnie z drogi czytania poezji (nie pisania!) i na wiele lat zapomniałam o istnieniu moich ulubionych twórców, również tych z epoki Młodej Polski. Aż do zeszłego roku, gdy przypadkiem usłyszałam w radiu duet polskich piosenkarzy - Krzysztofa Zalewskiego i Sanah. Śpiewali oni właśnie utwór "Eviva l'arte!".
Wiedziałam, że Sanah wzięła się za śpiewanie polskiej poezji, ale po jej wykonaniu "Nic dwa razy" Szymborskiej, nie byłam ciekawa innych interpretacji. Zaskoczyła mnie więc, zaskoczyli mnie obydwoje z Zalewskim, bo piosenka z tekstem Tetmajera przypadła mi do gustu. Jest w interpretacji piosenkarzy dużo tego, co sama wyczuwam - pewna podniosłość, bunt oraz prostota przekazu. Z ciekawości spojrzałam również na teledysk i, moim zdaniem, także dobrze oddaje nastrój wiersza. Jestem naprawdę mile zaskoczona.
Ale wróćmy do źródła, czyli do samego utworu Tetmajera. Do analizy wiersza wykorzystałam publikację wolnelektury.pl. "Eviva l'arte!" można przeczytać -> TUTAJ.
"Eviva l'arte!" to utwór o niezwykle podniosłym nastroju. Kazimierz Przerwa-Tetmajer pisze w nim o szerokorozumianych artystach, również o sobie. Pisze o tym, że bycie artystą nie zawsze oznacza dobrobyt, popularność czy łatwe życie. Często poetom oraz innym twórcom, towarzyszy bieda("My, którym często na chleb braknie suchy"), przeciwności losu, niezrozumienie ze strony ludzi. Poeta wspomina jednak, że duma artysty pozwala im przetrwać a talenty zesłał im sam Bóg. Dlatego też krzyczy "Niech żyje sztuka!" (wolne tłumaczenie słów "Eviva l'arte!").
Tetmajer w "Eviva l'arte!" dotyka ważnego tematu, jakim jest chęć sławy za wszelką cenę("Sława nam słońcem, nam, królom bez ziemi!"). Można jednocześnie czytać między wierszami odrobinę ironii autora - "Cóż jest prócz sławy co warte?", pamiętając jednak, że jest tam też trochę prawdy ("gdy wszystko nic warte. Eviva l'arte!").
Utwór "Eviva l'arte!" ma dla mnie osobiste, niezwykłe znaczenie. Przerwa-Tetmajer ukazuje w nim wyższość talentu nad chęcią gromadzenia bogactw. Wskazuje, że duma z własnej twórczości ważniejsza jest niż dobrobyt. Daje też nadzieję artystom, którzy pomimo prób twórczych wciąż nie znaleźli uznania. Według poety nie odbiera im to wartości.
Kto jeszcze nie zna lub zna słabo twórczość Kazimierza Przerwy-Tetmajera, zachęcam do poszukania jego utworów w Internecie czy też w bibliotekach i księgarniach. Tetmajer zasłynął swoim uwielbieniem do Tatr (nie tylko w poezji), ale również erotykami pełnymi niezwykłych treści. Ciekawy jest choćby utwór "Lubię, kiedy kobieta...", o którym może kiedyś jeszcze wspomnę coś na niniejszym blogu.
Tymczasem ściskam i pozdrawiam
Sil
środa, 14 stycznia 2026
Z szarego nieba
co jest takiego
pomiędzy szarym lodem
a szarością nieba
że nie możemy patrzeć w oczy
czasem również szare
albo pomiędzy zielenią pleśni
na zapomnianych darach ciężko nabytych
nie soczystych i nie pachnących
albo pomiędzy zielenią świeżej trawy
mimo wszystko zdeptanej
bezmyślnie spalonej lub ściętej
zniszczonej
tym, co jest między jest człowiek
lecz nie przez wielkie C
zbyt wiele w nim bezmyślności
by zasłużyć na szacunek
z szarego nieba
Sil
poniedziałek, 12 stycznia 2026
Nad dzikim stawem, czyli zapraszam na kolejne mikro opowiadanie Silentii ;)
Nad dzikim stawem
Silentia
![]() |
| fot. Silentia |
piątek, 9 stycznia 2026
Dążenie
Nie do racji powinniśmy dążyć, nie do jej udowodnienia, lecz do zrozumienia, że nie ma prawd obiektywnych. Z różnych perspektyw możemy zobaczyć różną rzeczywistość. "Nigdy nie wiesz, w jakiej wojnie bierze udział drugi człowiek" a jednak chętnie rzucamy osądami. Bądźmy ostrożni, patrzmy sercem, ale podpierajmy się rozumem.
Ludzie nie są tylko dobrzy albo źli.
Nasze poglądy nie są jedynymi słusznymi.
W mediach nie każda wiadomość jest oparta na faktach.
Bądźmy cierpliwi, wysłuchajmy obu stron.
Nie zawsze zdążymy powiedzieć "przepraszam", dlatego nie zwlekajmy.
Nie koniecznie zdążymy załagodzić spór, zanim druga strona zniknie. Zanim zostanie zdjęcie w czarnej ramce i dom, w którym nigdy już nie rozbłyśnie światło.
Silentia
środa, 7 stycznia 2026
Zabawny wierszyk z dzieciństwa, czyli jak szybko nauczyć się oksymoronów ;)
Któregoś dnia pod koniec szkoły podstawowej, zawołała mnie koleżanka i zapytała, czy chcę usłyszeć coś bardzo zabawnego. Odparłam - "Jasne!" W efekcie usłyszałam następujący wierszyk:
Koleżanka wierszyk powiedziała mi tylko raz a mimo to pamiętam go do dziś. Nie jestem pewna, dlaczego akurat teraz mi się przypomniał, ale uznałam to za znak i postanowiłam podzielić się tym swoistym dziełem na read2sleep.pl. Próbowałam też odszukać autora utworu, ale niestety - wciąż tylko czytam na najróżniejszych stronach internetowych, że autor jest nieznany. Znalazłam za to wiele różnych wersji tekstu, które zaczynały się podobnie, ale kończyły różnie. Zawsze jednak treść opierała się na oksymoronach, w czym tkwił zabawny urok wierszyka. Być może to w Internecie tekst zaczęła żyć własnym życiem. :)
Kogo rozbawił ten krótki żart a la poetycki, zachęcam do zgłębienia pozostałych jego wersji. Można je łatwo znaleźć w Internecie wpisując w wyszukiwarkę pierwszy wers.
Ściskam i pozdrawiam
Sil
wtorek, 6 stycznia 2026
Ambicje rodziców a pasje dzieci, czyli co łączy krótki filmik w mediach społecznościowych i mój "Tylko jeden dzień"
Minął już prawie rok odkąd na rynku ukazała się moja powieść "Tylko jeden dzień" (Silentia) i choć nie wszystko potoczyło się tak, jakbym sobie życzyła, jest już niewielkie grono czytelników książki. Myślałam ostatnio, że może warto byłoby napisać znów kilka ciekawostek na jej temat, ale ciągle coś stawało mi na drodze lub akurat postanowiłam napisać jednak inny post. I nagle dziś nadarzyła się pewna okazja...
Przez zupełny przypadek, zobaczyłam o poranku krótki filmik o malutkiej dziewczynce, z której rodzice postanowili zrobić mistrzynię gimnastyki artystycznej. Filmik pokazano jako kontrowersyjny, gdyż zmuszana do nadmiernego wysiłku kilkulatka wyglądała na bardzo nieszczęśliwą. Zajrzałam do komentarzy i, tak jak się spodziewałam, dziewięćdziesiąt dziewięć procent osób komentujących uznało, że rodzice przez swoje chore, niespełnione ambicje robią dziecku z życia piekło. Myślałam o tym długo i chyba jednak przychylam się do większości opinii. Uważam, że proponowanie czy też próba zaszczepienia w dziecku swoich pasji jeszcze jest w porządku, ale zmuszanie kilkulatki do uprawiania sportu, którego wyraźnie nie lubi i nie chce, bo rodzice pragną mieć córkę-mistrzynię, to jednak przesada. Sama swoim dzieciom proponuję oczywiście różne aktywności, ale decyzja czy coś je interesuje, czy nie jest ich. Jeśli wyrażą chęć na daną aktywność, robię wszystko, aby hobby wspierać. Jednak nie wyobrażam sobie zmuszania dziecka do powielania moich pasji i nie wyobrażam sobie, żeby kosztem dziecka ratować niespełnione ambicje.
A teraz dlaczego wspomniałam tutaj o moje zeszłorocznej powieści "Tylko jeden dzień". Główny bohater - Adrian to sportowiec z zamiłowania, który trenuje przede wszystkim judo. Uwielbia to, jednak musi mierzyć się również z despotycznym ojcem, który sportowcem nie jest, ale sportem się pasjonuje i wymaga od syna, aby ten osiągał wyżyny. W pewnym momencie Adrian zaczyna odczuwać bunt i sam przyznaje, że jedyne co go zniechęca do jego pasji to jest właśnie jego ojciec. Poniżej wklejam wam zdjęcie kawałka strony 122 z mojej powieści, gdzie Adrian wspomina coś na ten temat :). Nie był to może aż tak istotny wątek, ale też nie znalazł się w powieści bez przyczyny. Od zawsze miałam w tyle głowy, że czasem największą barierą w realizacji naszych pasji są niestety nasi właśni rodzice. Coś o tym wiem niestety również i z własnego, dziecięcego doświadczenia.
Kto jeszcze nie zna mojej powieści a lubi romanse obyczajowe - zachęcam, aby sprawdzić "Tylko jeden dzień" (Silentia). Opowieść o Ani i Adrianie pisałam z pasją, zaangażowaniem i miłością, dla osób podobnych do mnie. Wierzę, że takich ludzi jak my, lubiących proste historie pełne nostalgii i nadziei, jest na świecie więcej.
Ściskam i pozdrawiam
Silentia

fot. Silentia
(fragment "Tylko jeden dzień" Silentia,
strona 122, 2025r.)
fot. Silentia
poniedziałek, 5 stycznia 2026
niedziela, 4 stycznia 2026
Silentia, czyli dlaczego Sil to Sil
![]() |
| fot. Sil |
sobota, 3 stycznia 2026
Styczniowa "Wróżka", czyli co czytałam sobie w sylwestrowy wieczór
Zacznijmy od tego, że czasopismo "Wróżka" kupowałam dotychczas tylko kilka razy w życiu i do tej pory wnętrze było dla mnie stosunkowo ciekawe. Pisałam o tym miesięczniku już kilkakrotnie a później przestałam, bo uznałam, że jednak nie jest warty tych kilkunastu złotych i mojego czasu. Nie mniej jednak, gdy w osiedlowym markecie zobaczyłam na koniec roku styczniową "Wróżkę", postanowiłam kupić ją sobie na sylwestrowy wieczór. Przejrzałam tytuły i stwierdziłam, co następuje - ciekawe jest nadal, ale znalazłam również kilka wad.
Zacznijmy od tego, o czym pisałam również rok temu - wielki horoskop na 2026, który jest specjalnie reklamowany na okładce, nie jest wielki, tylko znów zawiera parę zdań na krzyż. Trochę mało, jak na czasopismo o podobnej tematyce. Ponadto autorka jednego z artykułów używa nieprawidłowego sformułowania "wziąć na tapetę" zamiast "wziąć na tapet" i najwidoczniej nikt tego błędu nie zauważył. Skoro już zaczęłam od wad to dodam jeszcze, że autor najważniejszego artykuł miesiąca (w moim odczuciu oczywiście) troszkę dziwnie odnosi się do tematu, który dla mnie ma dość proste przesłanie, ale o tym za chwilę. Do zalety przejdę na końcu ;).
Dobrze wiecie, Drodzy Czytelnicy, bo nie robię z tego tajemnicy, jaki mam stosunek do horoskopów. Nie piszę oczywiście o horoskopach urodzeniowych, bo to inna bajka i do tego tematu nie będę się w ogóle odnosić. Piszę o horoskopach miesięcznych czy rocznych "przewidujących przyszłość". Lubię je czytać od zawsze, ale od zawsze traktuję je również z ogromnym przymrużeniem oka. Jeśli są pozytywne, mówię sobie "Ale fajnie!" Jeśli są negatywne, mówię "Ale bzdury". W każdym miesiącu, w magazynie "Wróżka" horoskopów jest sporo. Ogólna prognoza astrologiczna plus po jednej pełnej stronie dla każdego znaku zodiaku (razem 12 ;)). Do tego w każdej "Wróżce" są jeszcze dwie strony horoskopu numerologicznego. Innymi słowy - jest co czytać. Tymczasem "wielki" horoskop na właśnie rozpoczynający się rok to 4 strony na 12 znaków i kilka zdawkowych zdań. Trochę czegoś innego spodziewa się człowiek, gdy bierze do rąk czasopismo o nazwie "Wróżka" ;).
Sprawa druga, jeżeli "zwykły ktoś" mówi "brać na tapetę" to jestem w stanie uwierzyć, że nie ma pojęcia, iż w sformułowaniu nie chodzi o tapetę na ścianie, w telefonie czy komputerze. Gdy jednak taki błąd popełnia dziennikarz? To już jest dla mnie za dużo. Powiedzenie "brać na tapet" pochodzi z języka niemieckiego i jest związane ze stołem do obrad. Tapet to był po prostu stół przykryty zielonym suknem, na który trafiały sprawy do dyskusji. Dlatego mówimy brać na tapet a nie na tapetę. Błąd jest nagminny, podobnie jak np. krokodyle łzy. Większość ludzi w naszym kraju sądzi, że chodzi o ogromny, intensywny płacz, podczas gdy "krokodyle łzy" to inaczej łzy fałszywe. Tak, jak wspominałam wcześniej, gdy błędnie używają tych powiedzeń "zwykli" ludzie - tak bardzo mnie to nie razi. Jednak podobne błędy u osób zawodowo zajmujących się pisaniem? Moim zdaniem nie powinny się zdarzać, a jeśli się zdarzą - nikt nie jest doskonały, to powinna je wyłapać korekta.
I jeszcze jedna niespójność, którą dostrzegam w styczniowej "Wróżce". Artykuł "Po co nam ten bal" (Kazimierz Pytko). W zasadzie po lekturze można powiedzieć, że tekst jest poprawny. Artykuł stwierdza, że nie ma astrologicznego powodu, żeby tak hucznie obchodzić przełom roku (31 grudnia i 1 stycznia), wyjaśnia, że wybór pierwszego stycznia na początek roku jest przypadkiem i analizuje historię kalendarzy. Ponadto autor przyznaje, że najważniejsza jest tylko symbolika zakończenia i początku, nie zaś sama data. Czego więc się czepiam? - mówiąc kolokwialnie. Ano tego, że czytając tekst "Po co nam ten bal?" miałam wrażenie, iż autor nie tylko nie docenia symboliki początku i końca, ale również podchodzi do nich bardzo sceptycznie. Nie odebrałam tego artykułu jako obiektywnego, a raczej nacechowanego pejoratywnie. Czy taki był zamysł dziennikarza? Nie wiem i pewnie się nie dowiem. Po prostu do mnie nie trafił.
A co widzę pozytywnego w styczniowej "Wróżce"? Oczywiście rewelacyjny felieton Doroty Sumińskiej, znanej pani weterynarz. Uwielbiam czytać teksty Sumińskiej i rzadko mnie zawodzą. Gdyby "Wróżka" posiadała w swoim wnętrzu więcej takich treści, pewnie chętniej bym ją kupowała. Podobał mi się również, choć od razu powiem, że nie wszystko do mnie przemówiło artykuł "Szamanizm na każdy dzień" Marty Bitner. Fajny jest również tekst o tańcu intuicyjnym. Taniec do mnie nie przemawia i nie mieści się w kręgu moich zainteresowań a jednak nieraz sprzątając czy gotując pląsam sobie po kuchni. Oczywiście, gdy nie widzi mnie nikt spoza moich najbliższych :). Dla mnie to jest właśnie taniec intuicyjny, a nawet mimowolny... ;)
Jeśli coś miałabym jeszcze polecić dla czytelników styczniowej "Wróżki" to będzie to artkuł "Zagubiony w czasie" Krzysztofa Kwiatkowskiego. Pamiętacie film "Powrót do przyszłości"? Jeśli byliście jego fanami lub po prostu wspominacie go z sentymentem - ten artykuł może być dla Was ciekawy.
Najprawdopodobniej przez jakiś czas znów nie będę kupować magazynu "Wróżka", ale gdy znów się skuszę to na pewno dam znać na read2sleep.pl.
Ściskam i pozdrawiam
Silentia
![]() |
| fot. Sil |
piątek, 2 stycznia 2026
Jeden, dwa, trzy! Baba Jaga patrzy! Czyli o tym, jak z hukiem rozpoczęłam nowy rok 🫣
![]() |
| Fot. połamana Sil |
czwartek, 1 stycznia 2026
Śniegiem i deszczem, czyli mamy Nowy 2026 Rok
Kochani!
Mamy niniejszym pierwszy dzień Nowego 2026 Roku. Jak minęła Wam noc? Mnie się całkiem nieźle spało aż do momentu, gdy o 23:30 zaczęły się pierwsze wybuchy... Nie ukrywam, że jestem przeciwniczką wszelkich fajerwerków, dlatego ledwo wytrzymałam do końca strzelaniny około godziny 1 w nocy.
Pożegnałam się z Wami wczoraj smutnym, pełnym żalu postem - dziś przeciwnie. Piszę pełna nadziei, radośnie i wesoło, pomimo niesprzyjającej pogody. Wczoraj mieliśmy bowiem śnieżycę, w nocy zaś padał deszcz. Nie udało się zmyć całego śniegu z okolicy, ale przynajmniej nocne opady deszczu oczyściły mi okna dachowe. Dziś jest raczej ponuro, raczej sennie, ale mi to zupełnie nie przeszkadza. Zapaliłam światełka na choince już o 8 rano, by się nimi nacieszyć przez ostatnie kilka dni.
Co planuję na najbliższe dwanaście miesięcy dla mojego read2sleep.pl? Nie będzie wielu zmian, ale coś tam nowego się pojawi. Przede wszystkim dalej będę umieszczać na blogu swoją szerokorozumianą twórczość - wiersze, mikro opowiadania, refleksje. W bieżącym roku pojawi się też sporo fotorelacji, gdy tylko znajdę chwilę na krótką wyprawę. Zauważyłam, że cieszą się one powodzeniem, więc nie będę się w tym roku ograniczać ;). Będą oczywiście moje komentarze i opinie. W miarę możliwości będę pisać o książkach, opowiadaniach, artykułach z najróżniejszej prasy oraz z portali internetowych. Opowiem też troszkę o sobie. Przypomnę, dlaczego Silentia to Silentia, czym się pasjonuję, czego nie lubię. Prawdopodobnie będę też wspominać o mojej pierwszej, wydanej pod pseudonimem Silentia, powieści. "Tylko jeden dzień" ukazał się już prawie rok temu. Może czas napisać znów kilka ciekawostek na jego temat? I na koniec pewna nowość! Będę co jakiś czas pisać o najróżniejszych akcjach charytatywnych. Czasem coś wyjątkowo mnie ujmuje i, choć do tej pory tylko wspierałam lub udostępniałam w swoich nieoficjalnych mediach społecznościowych, w tym roku postanowiłam wrzucić czasem jakiś post na ten temat również na blog. Dla przykładu poniżej wklejam zdjęcie zakupionego kalendarza charytatywnego od fundacji Koci Zakątek. Polecam tego typu gadżety. Są piękne, zdobią wnętrze, są użyteczne, ale przede wszystkim POŻYTECZNE.
Celu ilościowego na 2026 rok nie wyznaczyłam sobie. Będę wstawiać posty na read2sleep.pl zawsze, gdy będę mieć taką możliwość. Myślę, że ta forma jest lepsza, bardziej naturalna niż odgórnie narzucony harmonogram...
Drodzy Czytelnicy, składam Wam najlepsze, noworoczne życzenia! 2026 to numerologiczna jedynka - nowe początki, nowa podróż. Cieszcie się możliwościami, które znajdziecie na swoich drogach. I oby omijały Was przeciwności.
Ściskam i pozdrawiam
Silentia
![]() |
| fot. Silentia |
środa, 31 grudnia 2025
Niech już się wreszcie skończy, czyli dawno tak niecierpliwie nie czkałam na Nowy Rok
![]() |
| fot. Sil |
Małe światełka z rana, czyli WrocLove
To nie będzie dziś jedyny post na read2sleep.pl. Za parę godzin dodam kolejny. Ponieważ jednak ostatni post w tym roku będzie nieco smutny, zacznę od krótkiej wzmianki o czymś pozytywnym.
Jako mieszkanka obrzeży miasta, poruszam się po Wrocławiu komunikacją miejską i w tym roku czekała mnie oraz tysiące innych pasażerów pewna miła niespodzianka. Otóż od jakichś dwóch tygodni po Wrocławiu, a przynajmniej na mojej stałej trasie, kursuje poza rozkładem niezwykły autobus-choinka! Jest w nim mnóstwo światełek, naklejek świątecznych łańcuchów i... uśmiechniętych ludzi, bo nie ma nic przyjemniejszego niż, gdy wsiada się na przystanku, na którym marzło się od kilku minut, w ciepły, rozświetlony autobus miejski, który w dodatku nadjechał niespodziewanie ;). Poniżej kilka malutkich fotek :D.
Ściskam i pozdrawiam
Sil
![]() |
| fot. Sil |
wtorek, 30 grudnia 2025
poniedziałek, 29 grudnia 2025
I po świętach, czyli słów kilka o tradycji ze Szczodrymi Godami w tle
![]() |
| fot. Sil |
Najpopularniejsze posty :)
-
„Mason”, jak większość powieści, które czytam w Galatei, to e-book, który można przeczytać zarówno w języku polskim jak i angielskim....
-
„Kontrakt na miłość” S.S. Sahoo to jedna z wielu „książek”, którą można przeczytać w aplikacji Galatea, której (już mogę powiedzie...
-
Irtania Adrien to kolejna autorka z aplikacji „Novel”, która wydaje mi się być debiutującą pisarką, z ciekawymi pomysłami, ale ubogi...


















