Wszystkiego miłosnego życzę Wam i sobie ;)
Ściskam i pozdrawiam
Sil
Na początku było spojrzenie
Rozdział 5. Odbudowa
Alicja…
Nie przyznałam się Aleksowi i sama przed sobą również udawałam, że nie pamiętam, iż po zmianie mebli w kuchni nie byłam w stanie tak po prostu wyrzucić tych, które stworzył dla mnie mój były. Zamiast tego zapłaciłam nowej ekipie, by ostrożnie je zdemontowała i wyniosła do mojej piwnicy. Nie miałam zbyt dużej kuchni, a piwnica wcześniej stała zupełnie pusta, toteż nie było problemu z miejscem. Zamknęłam ją na klucz i nie zaglądałam tam od miesięcy udając, że pusta jest nadal. Lecz dwa dni po tym, jak po roku spotkałam moją utraconą miłość a także po tym, jak Aleks wyjaśnił mi, co się właściwie wydarzyło – zmieniłam zdanie. Już nie chciałam tandetnych, prostych mebli, które miały zwiastować dobrą zmianę a tak naprawdę przygnębiały mnie jeszcze bardziej. Zapragnęłam domowego ogniska, które kiedyś rozpalił dla mnie Aleks. Mój Aleks, którego straciłam przez jego głupotę a może jednak przez jego zagubienie. I choć wciąż nie mogłam wybaczyć mu, że wykluczył mnie ze swojego życia zamiast chwycić mnie za rękę i przejść razem przez trudności, dziś wiedziałam jedno. Nie chcę już o nim zapomnieć, nie chcę wymazać ze swojego życia śladu po nim. A ponieważ z natury jestem porywcza i rzadko umiem zapanować nad działaniem, gdy już podejmę decyzję czego chcę, nie czekając na jakiekolwiek wsparcie, zaczęłam przywracać dawny porządek sama. Zakasałam rękawy i w piątek po pracy zaczęłam nerwowo i chaotycznie opróżniać wszystkie kuchenne szafki. Układałam rzeczy w salonie lub upychałam w lodówce, jedynym sprzęcie, który się nie zmienił w tym miejscu przez ostatni rok. A gdy już wszystko było puste, wygrzebałam z dna szafy w przedpokoju moje kobiece pudełko z narzędziami w kolorze lila róż (nie mój wybór, dostałam w prezencie od kuzynki…) i zaczęłam demontować szafki oraz pułki. Na razie górne.
Już po godzinie wiedziałam, że mój pomysł nie należał do najlepszych. Z półką na przyprawy, relingiem oraz kilkoma innymi drobiazgami poszło nawet nieźle. Jednak, gdy wzięłam się za szafki, okazało się, że trochę przeceniłam swoje możliwości. Lekko mówiąc…
Pierwsza szafka spadła na blat, robiąc w nim wielką dziurę. Druga uszkodziła mój kamienny zlew, a trzecia właśnie upadła mi na nogę i teraz siedziałam wściekła, zakurzona i spocona, zastanawiając się, co mnie podkusiło, by brać się za to w pojedynkę. Po brudnych policzkach ciekły mi łzy gniewu a stopa pulsowała tępym bólem. Miałam tylko nadzieję, że nie jest złamana...
Minął jakiś czas, nim wreszcie wstałam z miejsca i niezgrabnie zaczęłam zbierać to, co poodpadało z górnych szafek. Nie robiłam wielkich postępów, nie bardzo wiedząc, co teraz i wtedy właśnie zadzwonił dzwonek u moich drzwi. „Świetnie, idealny moment na odwiedziny!” - przewróciłam oczami. Puściłam wszystko, co trzymałam, wytarłam twarz w koszulkę a ręce w spodnie a następnie, pokuśtykałam, aby otworzyć.
I zamarłam…
- Aleks – jęknęłam wodząc wzrokiem między nim a małą istotką, którą trzymał za rękę. Dlaczego przyszedł do mnie z synem? W piątek wieczór? Gdy tonęłam we własnej katastrofie?
- Niespodzianka! - krzyknął maluszek wyjmując zza pleców bukiet kwiatów i w tym momencie po raz kolejny dziś miałam ochotę się rozpłakać.
- Alu, co się dzieje? - wykrztusił na mój widok Aleks.
- Nic, nic – starałam się pozbierać myśli – Po prostu… nie spodziewałam się dziś… nikogo.
- Przyszliśmy nie w porę?
- Trochę. Ale wejdźcie, tylko prosto… nie wiem, gdzie… może do mojej sypialni? - załamałam ręce – Zaraz ogarnę dla was coś do picia.
Odsunęłam się, aby przepuścić Aleksa i jego syna, a gdy drzwi już się za nimi domknęły, uklękłam przed małym Krzysiem.
- Witaj, słoneczko. Miło znów cię widzieć – spróbowałam się uśmiechnąć przez łzy. Przyjęłam też w końcu kwiaty, które mi ofiarował.
- Ciebie tes – ucieszył się – Tata nie wiedział, cy nas wpuścisz, ale ja byłem pewien, ze tak!
- Jasne, że tak.
Obróciłam się, żeby zapytać o coś Aleksa, lecz nie było go w przedpokoju. Stał na końcu korytarza, w drzwiach kuchni i jeśli kilka dni wcześniej wyglądał na podłamanego jej widokiem, to dziś wyglądał na porządnie zszokowanego.
- Co tu się wydarzyło? - wykrztusił wreszcie – Alicja, co ty wyprawiasz?
- Powiedzmy, że jednak nowy dizajn nie do końca mi odpowiadał – przygryzłam wargę.
- Ale dlaczego wzięłaś się za to sama? Mogłaś sobie zrobić krzywdę! - podszedł do mnie nie kryjąc złości – Czemu to zrobiłaś?
- Znałeś mnie lepiej niż ktokolwiek na świecie – wzięłam się pod boki – Powinieneś wiedzieć, dlaczego!
Zamilkł na moje słowa, a następnie ponownie wszedł do kuchni.
- Niezła dziura – obejrzał mój blat – ale to był syf, dlatego tak łatwo się uszkodził. Szkoda tylko zlewu, wygląda na porządny.
Przytaknęłam, nie komentując, bo nie było czego. Miał rację. Zamiast tego spojrzałam na jego syna
- Przykro mi, słoneczko, że musisz oglądać tę ruinę. Nie brałabym się dziś za tę pracę, gdybym wiedziała, że odwiedzi mnie taki miły chłopiec.
- Jest baldzo fajnie! - wykrzyknął Krzyś – I tes jesteś miła. Lubię cię!
- A ja ciebie.
- Synku – przerwał nam Aleks – czy jeśli włączę ci bajkę w telefonie, posiedzisz chwilę spokojnie przy tamtym stole?
- O! Naplawdę dostanę bajkę? Dziś nie jest niedziela!
- Tak, wyjątkowo i tylko przez pół godziny!
- Tak!
Aleks usadził syna i ustawił go przed telefonem, ja zaś umyłam ręce i przyniosłam herbatniki z szuflady pod ścianą.
- Mogę mu dać? - zapytałam.
- Jasne, dziękuję. Synku, tu jest twoja woda. Za chwilę do ciebie wrócimy, okej?
- Okej – uśmiechnął się malec, nawet nie odwracając wzroku od ekranu.
- Jak zaczarowany – przewrócił oczami jego ojciec, po czym pociągnął mnie za rękę w kierunku pomieszczenia, które kiedyś było moją kuchnią.
- Nie musisz mi z tym pomagać – odchrząknęłam, gdy zaczął energicznie odstawiać połamane szafki pod przeciwległą ścianę a następnie wziął się za demontaż uszkodzonego blatu.
- Wiem, ale chcę – posłał mi znaczące spojrzenie – Tylko powiedz mi, co później? Masz jakiś plan B? Chcesz zostać bez kuchni?
- Nie… - przygryzłam wargę – Właściwie w piwnicy mam kuchnię, którą dla mnie zbudowałeś… Chciałam ją przywrócić.
Aleks zatrzymał się w połowie swojej nieoczekiwanej pracy i zamarł na moment, a po chwili bardzo powoli odwrócił się i podszedł do mnie.
- Nie wyrzuciłaś jej? - zapytał ostrożnie.
- Nie… Nie mogłam na nią patrzeć, bo za bardzo mnie ranił ten widok – spuściłam wzrok czując się nagle niezręcznie – Wiem, to głupie.
- Nieprawda – szepnął tylko.
- W każdym razie, nie mogłam się zdobyć, żeby całkiem się jej pozbyć, więc wykorzystałam moją pustą piwnicę.
- Alu… - jęknął i delikatnie odgarnął włosy z mojego policzka – Czy pozwolisz…
- Tak? - ponagliłam ostrożnie.
- Jeśli pozwolisz, chciałbym ją dla ciebie odbudować a następnie... – przełknął nerwowo ślinę – Przyszliśmy tu dziś z moim synem, bo miałem nadzieję, że pozwolisz mi w jakimś sensie wrócić do swojego życia. Rok temu nie byłem sobą, nie wiedziałem, co robić ani co się ze mną dzieje. Czy po tym, jak odbuduję dla ciebie to miejsce, mogę mieć nadzieję, że pozwolisz odbudować nam coś więcej? Nasze życie razem…
Odsunęłam się i pokręciłam przecząco głową. Ręce Aleksa opadły wzdłuż ciała, a na jego twarzy pojawiły się ból i zaskoczenie. Czułam jak szklą mi się oczy.
- Nie byłam z tobą szczera, gdy byliśmy razem – teraz to ja przełknęłam nerwowo ślinę – Dopiero, po tym, jak zobaczyłam cię z synem a ty przyszedłeś w nocy wyjaśnić mi, co się stało, że mnie zostawiłeś... zdałam sobie z czegoś sprawę. Powiedziałeś mi, że chciałeś ze mną założyć rodzinę... Tymczasem ja… Aleks, ja raczej nie będę nigdy mogła mieć dzieci. Byłam chora, przeszłam zabieg, mam tylko jeden jajnik i też osłabiony. Możliwe, że nigdy nie mogłabym dać nam dziecka, a ty pragniesz dzieci. Wybacz mi.
- Alu… - podbiegł do mnie i delikatnie podniósł podbródek, który opuściłam, hamując łzy – TO jedyny powód, dla którego nie chcesz dać nam drugiej szansy? Nie ma nikogo innego? Nie masz innych zobowiązań?
Przytaknęłam, a wtedy złapał mnie i szczelnie zamknął w swoich objęciach.
- To nie jest ważne – pokręcił głową, odsuwając się lekko i patrząc mi głęboko w oczy – Zanim nie pojawił się Krzyś, nie sądziłem, że będę miał dzieci. Rozważałem to, ale się bałem. Teraz, gdy już mam syna nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale bez ciebie również nie. Jeśli nie będzie nam dane mieć więcej dzieci, nie szkodzi. Możemy stworzyć rodzinę we troje. Być szczęśliwi. Proszę, nie odtrącaj mnie. Nie odtrącaj nas. Matka Krzysia nie chce być jego mamą. A ty? Nie musisz, ale możesz. Co nam odpowiesz?
- A jeśli się nie sprawdzę? - przestraszyłam się nagle – Nie mam pojęcia o dzieciach, ciebie nie widziałam rok. Co jeśli nam nie wyjdzie? Jeśli będę złą matką?
- Alu, na budowaniu kuchni też się nie znasz, a jednak podjęłaś to ryzyko, bo sądzę, że w głębi serca ci na mnie nadal zależy nie mniej niż mi na tobie – uśmiechnął się lekko – Przejdziemy razem przez wszystko, tak jak powiedziałaś. Odbudujemy twoją kuchnię, odbudujemy nasze wspólne życie, a jeśli któreś z nas coś zepsuje, spróbujemy jeszcze raz. Co ty na to?
Słowa były zbędne. Uśmiechnęłam się, przytaknęłam i wtuliłam się najmocniej jak potrafiłam w jego ramiona. Trwaliśmy tak przez chwilę, gdy nagle ktoś do nas podbiegł i pociągnął nas za ręce.
- Tatusiu, cy Alicja będzie moją nową mamą? - zapytał przejęty mały chłopiec.
Kucnęłam i ostrożnie go przytuliłam.
- Jeśli tego chcesz...
- Chcę!
- Więc tak, Alicja będzie twoją mamą.





