To, co pierwsze (oprócz niesamowitego tłumu...) rzuciło mi się w oczy podczas tegorocznej wizyty na Wawelu, to wielki plakat reklamujący wystawę "Zbrojownia". Druga rzecz, która mnie poraziła to... ceny biletów. Nawet nie chce mi się pisać, ile trzeba byłoby zapłacić za zwiedzanie całego miejsca. Każdy poszczególny element też do tanich nie należał. Jednak zdecydowaliśmy się, żeby zobaczyć tylko Zbrojownię i nie żałuję, pomimo że było drogo a turystów tyle, że ledwo co dało się dopchać do wystaw.
W Zbrojowni, która znajduje się przy wejściu F na dziedzińcu Zamku, ochrona sprawdza wielkość torebki/plecaka. Jeżeli uzna, że rzecz jest zbyt duża - odsyła. Można zostawić plecak/torbę w depozycie po drugiej stronie dziedzińca, jednak i tak uważam, że trochę była to przesada. Nikt z osób, z którymi byłam nie miał wielkiego bagażu przy sobie a i tak jedna osoba została odesłana. Zrobiło to niemałe zamieszanie i niepotrzebnie opóźniło naszą wycieczkę o 15 minut.
Sama wystawa jest ciekawa i ładnie utrzymana, choć nie przypominała zbrojowni, w których bywałam dotychczas. Właściwie była to bardziej wystawa muzealna - szyby, gabloty. W zamkach, w których bywałam wcześniej, zbrojownie miały imitować te, które istniały w czasach świetności danego obiektu.
Poniżej kilka przykładowych zdjęć.
Ściskam i pozdrawiam
Sil
![]() |
| fot. Silentia |






















































