Rozdział 3. Zrozumieć
Alicja...
Woda w mojej wannie dawno zdążyła ostygnąć, nie zostało już też zbyt wiele piany, ale wciąż nie umiałam zmusić się, żeby wstać, powycierać różową, pomarszczoną skórę i udać się wreszcie na spoczynek. Zresztą już wiedziałam, że i tak dziś łatwo nie zasnę... Cholerny Aleks, zbyt przystojny, żeby istnieć! Nawet z rozbitym nosem… Cholerny jego syn, zbyt słodki, by go nie pokochać od pierwszego spojrzenia. I jeszcze to głupie serce, które w jednej sekundzie zdążyło zapomnieć nad czym razem pracowaliśmy od roku! Jedno spojrzenie w szare oczy mojego eks i wszystkie zabliźnione rany otworzyły się na oścież. Krwawiły tak samo, jak tamtej nocy sprzed dwunastu miesięcy, gdy wyszeptał "to koniec".
Wszystko zaczęło wracać. Wspomnienie każdej wspólnej chwili, każdego dotyku i pocałunku. Miałam przed oczami każdy, cudownie długi spacer i każdą wspólną kawę o świcie. Nieważne, gdzie spędzaliśmy noc - u niego czy u mnie, to Aleks był tym, który okrywał mnie szczelnie kołdrą i szeptał "pośpij jeszcze, zrobię nam coś do picia". Uśmiechałam się zawsze tak bardzo szczęśliwa, tak bardzo zaopiekowana.
Aleks był typowym kawoszem, podczas gdy ja za kawą nie przepadałam. To nie miało żadnego znaczenia - szybko doszliśmy do porozumienia. Gdy byliśmy u niego, raczył mnie cudowną, świeżą kawą z dodatkami, które nabył specjalnie dla mnie. Gdy noc spędzaliśmy u mnie, zawsze parzył herbatę. Szeptał, że sprowadzam go na złą drogę, bo nic mu nie smakuje lepiej niż herbata w moim towarzystwie. Szczerze polubiłam wczesne poranki w jego męskim mieszkaniu i napoje kawowe, które dla mnie wymyślał.
Mieszkanie Aleksa było spore z dużą ilością surowej cegły i własnoręcznie wykonanych przez niego mebli. Zagadnęłam go kiedyś o to. Mówiłam, że nie ma w jego domu ani odrobiny kobiecej ręki. Śmiał się, że przede mną nigdy by nie pomyślał, że będzie chciał, aby jakaś kobieta maczała palce w wystroju jego samotni. Teraz zaś, twierdził, że wręcz czeka aż to ja właśnie zacznę się u niego rządzić. "Ty już się całkiem nieźle rządzisz u mnie" - odparłam ze śmiechem, wspominając, że poznaliśmy się, gdy wykonywał moją kuchnię.
Tej kuchni nie było już w moim domu. To było pierwsze, czego się pozbyłam, lecząc rany po nagłym odejściu Aleksa. Wykonawca nowej sto razy się upewniał, czy naprawdę chcę zdemontować tak świetnie wykonane meble. Tak, wtedy byłam tego pewna. Dziś, gdy po roku znów zobaczyłam straconą miłość, czułam się jednak tak, jakbym popełniła błąd usuwając jego pracę z mojej kuchni. Jakbym zdradziła... Tylko, że nie miałam powodu, żeby tak się czuć. To w końcu on zostawił mnie a nie na odwrót.
Nie wytłumaczył się w kawiarni, nie wyjaśniał. "Nie zmienię przeszłości" – to jedyna odpowiedź, jaką od niego uzyskałam a później odpłynął we własne myśli, jakby nie było go tak naprawdę ze mną w tamtej chwili. Nie umówiliśmy się na inne miejsce ani czas. Nie złożyliśmy sobie żadnych obietnic. Żadne z nas nie zapewniło drugiego, że miło było się zobaczyć po roku. I wiedziałam, dlaczego. Bo nie było miło. Rozdzierający ból w klatce piersiowej powrócił. Poczucie bezsensu? Również. Wróciły też żal i gniew a wszystko to na raz i jakby ze zdwojoną siłą. A to było tak bardzo nie fair.
Zza niedomkniętych drzwi łazienki doszedł do mnie uporczywy dźwięk dzwonka. Początkowo postanowiłam go zignorować, w końcu było już późno a ja nikogo się nie spodziewałam, lecz w tym momencie uświadomiłam mnie, że ten dźwięk o godzinie dwudziestej trzeciej zdecydowanie powinien mnie zainteresować. A co jeżeli to jakieś służby ratunkowe? Może był pożar lub któremuś z moich rodziców coś się stało? Wyskoczyłam z wanny jak oparzona, szczelnie owinęłam się ręcznikiem, a następnie prawie pobiegłam do drzwi. Lecz, gdy zerknęłam przez wizjer, sama nie wiedziałam, czy śmiać się, płakać czy może pobiec po jakiś ciężki przedmiot, by zdzielić intruza, którym okazał się nie kto inny, lecz obiekt moich myśli.
- Co ty tu robisz w środku nocy?! - otworzyłam z impetem.
- Cześć, Alu - dłonie ukrył głęboko w kieszeniach i na moment taktownie odwrócił wzrok - To niezbyt bezpieczne otwierać drzwi w takim.... stroju, nie uważasz?
Miał słuszność, wiedziałam to zanim nawet spojrzałam w dół, by zobaczyć wodę kąpiącą z mojego ciała i niezbyt zakrywający cokolwiek ręcznik, ale zamiast cofnąć się i natychmiast się ubrać, poczułam jak rośnie we mnie przekora.
- To raczej nie jest już twoje zmartwienie. Czego chcesz?
- Mogę wejść?
Nie mógł, nie powinien był, a jednak skinęłam głową i przepuściłam go w drzwiach, które momentalnie zamknęłam.
- Dlaczego nie jesteś z synem? Znów zostawiłeś go gdzieś samego? - skrzyżowałam ręce na piersiach - I czego chcesz ode mnie?
- Spokojnie, mój syn jest pod opieką babci. Zresztą o tej porze i tak już śpi. A co tu robię? Przyszedłem zrobić to, co powinienem był zrobić rok temu.
- Czyli co?
- Wytłumaczyć się.
- Nie potrzebuję twojego wytłumaczenia - syknęłam - Potrzebuję tylko kilku faktów na temat tego, co się stało, żeby móc odzyskać spokój.
Weszłam do łazienki, zrzuciłam ręcznik i zmieniłam go na szlafrok, który od razu porządnie związałam a następnie udałam się do kuchni po wodę. Starałam się nie myśleć, nie wybiegać w przyszłość. Nalałam sobie pełną szklankę i wypiłam ją duszkiem, gdy zaś odwróciłam się chcąc wrócić do przedpokoju, zobaczyłam zszokowanego Aleksa błądzącego wzrokiem po pomieszczeniu.
- Co tu się stało, Alu?
- To co powinno było się stać – ponownie skrzyżowałam przedramiona – Ty zniszczyłeś mnie, ja zniszczyłam twoją kuchnię. Uczciwe, czyż nie?
Przytaknął i odwrócił wzrok, zdążyłam jednak zobaczyć, jak szklą mu się oczy. To nie było fair. Zachowywał się teraz tak, jakbym zrobiła mu jakąś przykrość, choć to on rzucił mnie bez słowa wyjaśnienia. Ja usunęłam tylko cholerne meble!
- Wróćmy do przedpokoju – zaproponował a następnie odwrócił się i wyszedł. Z daleka zobaczyłam jak przysiadł ciężko na ławeczce obok drzwi frontowych, więc podeszłam i w milczeniu stanęłam naprzeciwko. Czekałam, minęła dłuższa chwila, zanim zaczął wreszcie mówić.
- Sylwia, matka mojego syna to była kobieta, o której kiedyś coś ci wspominałem. Pamiętasz? Pytałaś raz, czy byłam wcześniej w poważnym związku.
- Pamiętam, mówiłeś, że w zasadzie byłeś w czymś takim, ale twoja dziewczyna bardziej ci imponowała niż ją kochałeś.
- Tak było. To właśnie Sylwia. Fascynowała mnie, bo była zadbana, pewna siebie, przebojowa. Miała swoją kancelarię prawną. Praca była dla niej najważniejsza i w tamtym czasie moja dla mnie również. To nas łączyło. Spotykaliśmy się regularnie, ale niezbyt często, jednak Sylwia dawała mi znać, że myśli powoli, aby się ze mną związać na poważnie. Mówiła o wspólnej przyszłości, wspólnym mieszkaniu. Nie byłem pewien, czy chcę coś zmienić w naszej relacji, więc niewiele komentowałem te jej sugestie. Któregoś razu powiedziała mi, że oczekuje czegoś specjalnego z okazji świąt. Długo chodziłem po sklepach, zastanawiałem się, co ja właściwie robię, a jednocześnie szukałem tego "czegoś specjalnego". Ostatecznie zdecydowałem się na naszyjnik, drogi i przesadnie wystawny. Gdy Sylwia zobaczyła prezent, wpadła w szał. Rzuciła nim we mnie krzycząc "Miałam na myśli pierścionek z brylantem, niedomyślny idioto!". To wtedy zrozumiałem, że ten związek nie ma przyszłości. Powiedziałem jej to i odszedłem. Przez jakiś czas się nie odzywała a ja czułem się wolny i szczęśliwy. Miesiąc później zadzwoniła do mnie. Powiedziała, że dobrze mi radzi postarać się ją odzyskać, inaczej będę żałował do końca życia. Zaśmiałem się, po czym odłożyłem słuchawkę. Sądziłem, że to ostateczny koniec. Niedługo później poznałem ciebie... Nasze spotkanie było dla mnie jak grom z jasnego nieba. Wreszcie zrozumiałem, co to znaczy kogoś pokochać. Uszczęśliwiałaś mnie każdym oddechem, każdym uśmiechem. Bardzo chciałem wkrótce założyć z tobą rodzinę, mieć dzieci...
Aleks przerwał na chwilę i ukrył twarz w dłoniach, ja zaś poczułam zimny dreszcz na plecach. Nagle coś sobie uświadomiłam. Nigdy nie rozmawialiśmy o planach na przyszłość, więc Aleks nie zdawał sobie sprawy, że ja być może nigdy dzieci nie będę mogła mieć. Teraz to już nie było istotne, ale jak mogłam przeoczyć fakt, że nigdy mu nie powiedziałam o przebytej chorobie... "Ma pani dwadzieścia pięć procent szans na zajście w ciążę, to wbrew pozorom całkiem niezły wynik" - mówił dr Burzański, jednak wiedziałam swoje. Skoro miałam dwadzieścia pięć procent szans, że będę mogła mieć dzieci, oznaczało to, że na siedemdziesiąt pięć procent nigdy w ciążę nie zajdę.
- W każdym razie - Aleks spojrzał na mnie, wyrywając mnie z ponurych myśli, a następnie dokończył swoją opowieść - Tego dnia, gdy się rozstaliśmy... To właśnie tamtego dnia rano do mojego biura wpadła Sylwia. Byłem akurat na spotkaniu ze starszą projektantką luksusowych wnętrz, z którą od lat współpracuje moja firma. Sylwia postawiła na moim biurku torbę do przewijania i podała mi małego chłopca. Powiedziała, że zemstą za porzucenie jej miało być to, iż nigdy nie dowiem się, że mam syna. Ale co to za zemsta, o której nawet bym się nie dowiedział? Więc wymyśliła inną. Nim pozbierałem szczękę z podłogi, do mojego gabinetu weszło kilku mężczyzn niosących rzeczy dziecka, łącznie z łóżeczkiem. Sylwia oświadczyła, że niniejszym stałem się samotnym ojcem, po czym wyszła.
- Co takiego?
- To co usłyszałaś. Sylwia zostawiła mi syna, a ja przez kilka godzin próbowałem obudzić się z abstrakcyjnego snu. Ale to nie był sen, Alu. Pierwsza pomogła mi ta projektantka, o której wspomniałem. Pokazała mi jak trzymać dziecko, jak przewinąć i nakarmić a następnie życzyła mi powodzenia i obiecała, że odezwie się za kilka dni, jak już ogarnę temat chłopca. Anulowałem wszystkie spotkania i wezwałem na pomoc matkę. Nie wiedziałem co robić. Moja mama… - Aleks przełknął ślinę i na chwilę odwrócił wzrok – Mama prosiła, żebym zawołał ciebie na pomoc, ale ja czułem się głupio. Powiedziałem, że nie mogę cię tym obarczać. Że muszę zwrócić ci wolność. Strasznie się pokłóciliśmy. W życiu nie słyszałem, żeby moja mama kogoś wyzywała czy przeklinała. To był chyba jej pierwszy raz.
- Nie mogę powiedzieć, że się z nią nie zgadzam! Dlaczego, do cholery, zamiast zadzwonić i powiedzieć, co się stało, zerwałeś ze mną?
- Nie wiem, Alu – szepnął – Byłem w szoku, w dołku. Niczego nie rozumiałem i tak strasznie się bałem.
- Przeszlibyśmy przez to! Kochaliśmy się! Nie zostawiłabym cię! - łzy wściekłości zaczęły drążyć bruzdy na moich policzkach, nie mogłam tego wszystkiego znieść – Za to ty bez zastanowienia zostawiłeś mnie nawet mi niczego nie wyjaśniając!
- Wybacz mi! Nie byłem sobą.
- A później? Nigdy się nie otrząsnąłeś? Mogłeś wrócić później, wyjaśnić.
- Alu…
Sięgnął, by obetrzeć moje łzy, lecz odtrąciłam jego rękę. Wstał i opuścił dłonie wzdłuż ciała. Przez łzy widziałam jego zbolałą, bezradną twarz.
- Idź już sobie, Aleks. Jak mówiłeś dziś w kawiarni, nie zmienisz przeszłości – gwałtownie wytarłam twarz dłońmi – Potrzebowałam zrozumieć i już rozumiem. Możesz już wracać do życia, w którym mnie nie chciałeś.
- Gdybym mógł coś zrobić… - zaczął, ale przyłożyłam dłonie do uszu.
- Idź już sobie – powtórzyłam – Na dziś mi wystarczy!
Skinął głową, posłał mi ostatnie spojrzenie, po czym sięgnął po klamkę od drzwi. Odszedł. Ponowie zniknął z mojego życia. I naprawdę nie wiedziałam, co teraz...






