Pisałam w poście witającym wrzesień, że pewnie miesiąc ten będzie obfitował w refleksje, ale wiecie, czas nie jest z gumy, więc refleksje raczej się po prostu pojawiają od czasu do czasu... Postanowiłam jednak, że dziś faktycznie usiądę i zapiszę jedną z nich. Taką, która chodzi za mną już od jakiegoś czasu.
Ludzie obecnie rzadko czytają blogi i wcale się temu nie dziwię. Na bloga, jak i na każdą inną stronę internetową, trzeba specjalnie wejść. Kliknąć w link, gdy jakiś post pojawi się w wyszukiwarce, gdy akurat na danym blogu jest post na temat, którego szukamy lub fizycznie należy wpisać adres w przeglądarkę, a to wymaga specjalnego wysiłku (nie, nie ironia). Blogi zostały więc zastąpione mediami społecznościowymi, które to większość użytkowników i tak przewija w każdej wolnej chwili. Jedni przeglądają Facebooka, inni Instagram. Popularne są podobno teraz jakieś... nagrania? na Tik Toku, ale ja nawet nie mam tej aplikacji, więc nie do końca ogarniam, co tam właściwie jest. Instagram i Facebook to i tak aż za dużo dla mnie. Na więcej nie mam czasu. Zajrzę czasem na Fb, na Insta też. Gdy potrzebuję - poszukam czegoś na YouTube. Tyle. I właśnie w momencie, w którym przeglądam wspomniane media w poszukiwaniu ciekawych informacji z mojego osiedla lub, gdy sprawdzam, co tam słychać u moich praktycznie niewidywanych już znajomych, jakiś facebookowy algorytm podpowiada mi posty z "prawdziwymi historiami". Raz czy dwa sprawdziłam, co to właściwie jest i teraz zastanawiam się, jak coś takiego może funkcjonować, zarabiać i jeszcze mieć fanów...
Po pierwsze, nie da się przeczytać całej historii/tekstu od razu. Można tylko fragment, a gdy coś się zaczyna wyjaśniać, są trzy kropki i informacja, że link do reszty historii znajduje się w pierwszym komentarzu pod postem. To już całkowicie przekreśla dla mnie formę, ponieważ nie zamierzam klikać w bliżej nieokreślone linki. W komentarzach użytkownicy narzekają, że po kliknięciu w odnośniki końca historii i tak często nie ma, ale za to jest ogrom reklam. Skoro tak jest, dlaczego ktoś w ogóle z tego korzysta? Czy za każdym razem dają się nabierać nowe osoby? Po drugie i najważniejsze, historie są schematyczne, pisane w taki sposób, żeby użytkownik wprost dostawał informację, kto tu jest dobry i skrzywdzony, a kogo trzeba nienawidzić. Zgroza. Po trzecie, najczęściej historie dotyczą konfliktu synowa-teściowa i albo jedna, albo druga pani jest po prostu diabłem wcielonym lub - drugi najczęstszy temat - konfliktu matka a dorosłe dzieci. Komu ma służyć taka opowieść? Ma rzekomo uczyć stawiania granic, ale wg mnie uczy tylko ucieczki od problemów, ucinania kontaktów rodzinnych czy nienawiści. I jeszcze jedno - są portale, w których bohaterami, a raczej BOHATERKAMI, są tylko nasi rodacy, ale są również takie, które opowiadają historie z całego świata. I teraz, Moi Drodzy, te drugie teksty są po prostu translatorską porażką. Błędy, mylenie płci, imion itp. Tekst, choć wcale nie taki długi został po prostu wrzucony do translatora i absolutnie nikt nie zadaje sobie trudu, żeby go chociaż sprawdzić przed zamieszczeniem na Facebooku. Czynność, która zajęłaby pewnie tak z 5 minut nie jest w ogóle wykonywana. Zero poszanowania do Czytelników, czyli moje wielkie NIE. I jeszcze jedno, wszystkie panie "zastygają w bezruchu" i "zaciskają place na kubku kawy, aż pobieleją im knykcie".
Czy znajdę jakieś pozytywne strony tych krótkich opowiadań, które są podobno prawdziwe? Postaram się... Tak, czasem początek wydaje się ciekawy i widać potencjał. Prawdopodobnie, gdyby ktoś popracował nad tekstem, można byłoby stworzyć niezłą opowiastkę na kilka wolnych minut. Czasem są to obyczajówki, czasem jest wątek kryminalny. Pewnie dałoby się wyciągnąć więcej z danej historii, problem w tym, że nikomu się nie chce. Króluje więc bylejakość, schematyczność i granie na najprostszych emocjach.
I jeszcze jedno słowo do "prawdziwych" bohaterek tych opowieści. Zanim zaczniecie narzekać na wasze niewdzięczne, wyrodne dzieci, przypomnijcie sobie, że to wy je wychowałyście. Dzieci nie uczą się tylko z tego, co się im mówi, często uczą się po prostu obserwując. Jeśli nie stawia się im granic ani wymagań w dzieciństwie, trudno oczekiwać tego w dorosłym życiu. Oczywiście, są wyjątki od reguły, ale to już refleksja na inny post.
Ściskam i pozdrawiam
Sil
![]() |
| fot. Sil |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz