Kto pamięta jeszcze blog "Kim jest Sil?"? Zniknął już czas jakiś temu, gdyż założyłam go w bardzo konkretnym celu i, gdy cel zniknął - blog również. A dlaczego o tym piszę? Zaraz zobaczycie.
Gdy powstawał
read2sleep.pl, chciałam, aby był bardzo dedykowany czytanym przeze mnie książkom oraz (trochę później) mojej twórczości. Nie chciałam tu niczego innego, aby nie zaśmiecać treści. Wówczas, wzorem siebie z roku 2010, pozakładałam kilka blogów tematycznych, takich jak blog do publikowania "zwykłych" opowiadań, blog do opowiadań typu fan fiction czy właśnie "Kim jest Sil?", czyli blog, który miał zawierać informacje "o mnie". I jak to w życiu bywa, szybko pojawiło się kilka problemów. Po pierwsze nie miałam czasu, aby prowadzić cztery blogi na raz. Okazało się bowiem, że małe dzieci zabierają znacznie więcej wolności niż praca zawodowa ;). A po drugie, nie wiedziałam wówczas, że blogi trzeba specjalnie opisywać dla przeglądarek, więc nikt nie miał szansy dowiedzieć się, że istnieją, a co za tym idzie istnienie tych blogów nie miało sensu. Ostatecznie skupiłam się na
read2sleep.pl, który jakimś cudem miał w miarę przyzwoite odsłony. Tylko co zrobić z resztą? Twórczość poetycką na chwilę wyeksmitowałam na Instagram, ale tam również niespecjalnie ktoś zaglądał, więc zrezygnowałam z takiego pomysłu. "O mnie" spróbowałam umieścić na silentiowym facebooku, ale to również nie bardzo wyszło. Na moich tematycznych blogach wciąż pojawiało się na tyle mało odsłon (poniżej dziesięciu...), że nie kusiło mnie, aby je prowadzić. Wróciłam więc do koncepcji, którą też już dawno temu przerabiałam (choć z innego powodu), gdy moje kilka blogów z lat 2010-2011 zamieniłam na jednego, zbiorczego i przy okazji ostatniego bloga ze "starych czasów", czyli z lat 2012-2013 - był to blog InsideArt. Ostatecznie skonstatowałam też dwie rzeczy... Po pierwsze blogi odchodzą do lamusa, po drugie - nie uczę się na błędach. Usunęłam więc wszystkie strony oprócz
read2sleep.pl i od dwóch lat szczęśliwie prowadzę tylko tę jedną jedyną.
Na blogu "Kim jest Sil?" wyjaśniałam kiedyś szczegółowo skąd wziął się mój pseudonim, pisałam również o moich zainteresowaniach i hobby. Wspomniałam, że moją największą pasją jest pisanie i czytanie, a do nieco mniejszych należy pstrykanie zdjęć czy od czasu do czasu namalowanie obrazu. Pisałam również o mojej przygodzie ze śpiewaniem (jak choćby lata w chórach) i ogólnie muzyką. Opowiadałam, dlaczego przez lata nie dzieliłam się swoją twórczością, zwłaszcza poetycką i dlaczego do dziś nie ufam żadnym konkursom (o tym jeszcze kiedyś napiszę na
read2sleep.pl, bo to ciekawa, choć smutna historia). Moich postów jednak prawie nikt nie czytał a ja długo nie wiedziałam, dlaczego. Dopiero po dwóch latach zrozumiałam, że przez mój brak doświadczenia z nowoczesnym blogowaniem, przeglądarki internetowe po prostu nie widziały moich postów. Nie było ich można znaleźć praktycznie w ogóle i dlatego nikt na nie nie wchodził. Usunęłam blogi z opowiadaniami, usunęłam też "Kim jest Sil?" ze wszystkimi informacjami "o mnie". Później nie przyszło mi do głowy, aby pisać aż tyle o sobie uznając, że moich Czytelników pewnie i tak to nie interesuje. Temu jednak zaprzeczył jeden z wydawców, z którym półtora roku temu rozmawiałam o mojej książce "Tylko jeden dzień" jeszcze na etapie uzgadniania warunków ewentualnej współpracy. Powiedziano mi, że ludzie lubią wiedzieć, czyje książki czytają i, że bardzo dobrym pomysłem jest umieszczanie na okładce kilku informacji o sobie oraz zdjęcia zaraz obok blurba. Na to jednak nie chciałam się zgodzić ani wtedy, ani później. Przy okazji... odradzano mi też używanie pseudonimu... :)
A teraz o tym, skąd wziął się pseudonim Silentia. Może coś wspominałam na ten temat na
read2sleep.pl, ale nie przypominam sobie, żebym wyjaśniała temat kompleksowo. Czas troszkę nadrobić.
Od roku około 2002 do mniej więcej roku 2011/12, istniałam w Internecie pod zupełnie innym pseudonimem. Był on już dość rozpoznawalny w pewnych kręgach tematycznych (związanych z fan fiction). Miałam swoje konta na najpopularniejszych czatach, forach tematycznych, a później na moich blogach. Gdybym podała Wam stary nick, prawdopodobnie znaleźlibyście trochę treści z nim związanych. Był to alias dość przewrotny, a jednocześnie zapożyczony po prostu z jednej z moich ulubionych powieści. Nie wymyśliłam go, tylko używałam. Gdy około roku 2011 zaczęłam mierzyć się ze swoistym hejtem w komentarzach na moim najpopularniejszym wówczas blogu oraz, przede wszystkim, w mailach, postanowiłam zakończyć sprawę. Usunęłam wszystkie blogi, które stworzyłam pod starym pseudonimem, w tym ten, który miał po dziesięć tysięcy odwiedzin miesięcznie. Tak, 10 000. Bez żadnego pozycjonowania, reklam a nawet specjalnych wzmianek na forach. Cała sprawa była dla mnie bolesna, ale chciałam odzyskać spokój. Przestałam wówczas sprawdzać maila powiązanego z tamtym blogiem a zamiast tego założyłam nowy. Zaczęłam też intensywnie myśleć nad innym pseudonimem. Ponieważ od około roku 2010 znana byłam z zamiłowania do motyli i zawsze nosiłam jakiegoś we włosach lub w uszach, postanowiłam, że to taki pseudonim wybiorę. Długo myślałam, długo szukałam. Ostatecznie zdecydowałam się na alias Papillonia, pochodzący z języka francuskiego od słowa "motyl". Gdy jednak tak zaczęłam się podpisywać, nieustannie (naprawdę nieustannie) pytano mnie, czy to od papilotów. W końcu się poddałam. Nie chciałam być kojarzona z papilotami i lokami, których absolutnie nie znoszę ;). Włosy proste, fale, ale nie poskręcane w drobne loczki. Wiecie dlaczego? Bo jak byłam nastolatką, moja ciotka za pomocą papilotów zrobiła mi przez przypadek afro. Chciała osiągnąć fale, ale nie spodziewała się, że moje włosy są aż tak podatne na skręcenie i w efekcie przez kilka dni nie mogłam sobie z tym poradzić. Wyglądałam gorzej niż źle, po prostu groteskowo. Od tej pory nie znoszę papilotów i drobnych loków, oczywiście u siebie. ;) I może przez to zacietrzewienie uznałam, że Papillonia musi odejść. Znów szukałam dla siebie pseudonimu i tym razem wybrałam coś innego. Były to czasy, gdy sporo czytałam oraz oglądałam filmów dokumentalnych o lokalnej atrakcji turystycznej a jednocześnie miejscu kultu, o Górze Ślęży. Historyczna, łacińska nazwa tej "Góry Milczenia" brzmiała Monte Silentii. Silentii - to słowo niezwykle mi się spodobało, poczułam też, że to jest to. Od tamtej pory stałam się więc Silentią, zdrobniale Sil. To pod tym pseudonimem prowadziłam swojego zbiorczego bloga InsideArt, który został zamknięty dopiero z powodu likwidacji całej platformy blogowej, a właściwie większości platform blogowych, które znałam. I to pod tym pseudonimem postanowiłam otworzyć kolejnego bloga po wielu, wielu latach przerwy. A ostatecznie pod tym pseudonimem zapragnęłam wydawać swoją twórczość.
Jak pisałam w poście podsumowującym rok 2025, nie był to najszczęśliwszy wybór. Okazało się, że istnieje firma, znana w świecie medycznym, która posiada markę Silentia. Dopiero niedawno przekonałam się, że niestety ma to dla mnie spore znaczenie. Wpisując Silentia w wyszukiwarkę, większość odsłon będzie dotyczyć parawanów medycznych lub specjalistycznych wanien. Książki czy nawet mój całkiem dobrze radzący już sobie blog pewnie jeszcze długo nie wygrają w wyszukiwarkach internetowych z ogromną, popularną firmą. I w ten sposób niestety troszkę sama sobie zaszkodziłam. Pewnie jakimś rozwiązaniem byłby powrót do publikowania pod prawdziwym nazwiskiem, ale tego nie chcę. Będąc swojego rodzaju buntownikiem, postanowiłam mimo wszystko pozostać Silentią. Może doczekam kiedyś momentu, gdy wpisując w wyszukiwarkę "silentia" najpierw zobaczę odnośnik do swojej twórczości? Czas pokaże.
A na koniec ciekawostka. Kilka osób pytało mnie kiedyś, dlaczego mój nick na Instagramie to p.silentia a nie po prostu silentia. Otóż "p" zostawiłam na pamiątkę... Papillonii ;).
Ściskam i pozdrawiam
Silentia aka Sil
 |
| fot. Sil |