Dawno nie zapaliłam się do chęci przeczytania czegoś, tak jak dziś, gdy moja ulubiona aplikacja do zakupu i czytania książek podpowiedziała mi najnowszą powieść Vi Keeland. Moja radość jednak nie trwała długo, gdyż okazało się, że powiesci nie mogę nabyć w języku oryginalnym, czyli angielskim. A teraz 3 powody, dla których wobec powyższego nie kupię ebooka. Nie podoba mi się, że polskie wydawnictwa (tu akurat Wydawnictwo Kobiece) chętniej wydają amerykańskie tłumaczenia powieści z gatunku romanse niż te napisane przez polskich pisarzy. Uważam, że każdy rodak ze średnio zaawansowanym angielskim jest w stanie przeczytać oryginał. Nie podoba mi się, że nie mogę kupić wersji oryginalnej (do tej pory zwykle mogłam). Jak będę chciała przeczytać coś po polsku to kupię książkę polskiego autora. I po trzecie, do zakupu jest również oferowana wersja w innym języku (Hiszpańskim? Nie jestem pewna) i w tym języku książkę można nabyć o połowę taniej.
Rynek książki w Polsce niestety naprawdę wymaga gruntownych zmian. Zmian idących z góry. Od promowania i godnego wynagradzania polskich autorów aż po ceny książek dla czytelników.
Na koniec mam apel do polskich wydawnictw. Przestańcie promować zagraniczną literaturę, wydawać amerykańskie pozycje w klimacie collegu, hokeja czy rugby. Wystarczy, że pełno jest tego w aplikacjach do czytania typu Galatea czy Chapters. Zacznijcie promować polskich pisarzy, piszących w polskich realiach.
Zawiedziona dziś
Silentia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz