Porządkując biblioteczkę mojej niedawno zmarłej babci, natknęłam się na książkę, której bym się tam nie spodziewała. Była to dość obszerna pozycja "Horoskopy z czterech stron świata" pióra Andrzeja Sieradzkiego. Wydana w 2005 roku, pod kilkoma względami jest już nieaktualna, ale to nie jest powód, dla którego nie polecę "Horoskopów". Jest nim brak precyzji, spójności, zbyt sztywny styl oraz przede wszystkim błędy.
Horoskopy to często wyśmiewany temat, często również jest po prostu tabu. Znam osoby, które "wierzą w takie rzeczy", ale robią to w tajemnicy przed światem, by właśnie nie narazić się na śmieszność. Są oczywiście, a nawet jest ich sporo, osoby, które otwarcie mówią, że w "prawdziwe" horoskopy wierzą, ale wśród moich znajomych osoby takie są w mniejszości.
Ja do horoskopów mam dość ciekawy stosunek. Uwielbiam je czytać i jeżeli zwiastują mi coś dobrego myślę sobie "ale fajnie!", natomiast gdy zwiastują mi coś złego myślę "ale bzdury!". Zawsze traktowałam je z przymrużeniem oka, bo gdyby wg najlepszych chęci uznać, że horoskopy, zwłaszcza te najbardziej znane w Polsce, czyli horoskopy dla dwunastu znaków zodiaku umieszczane w gazetach, są absolutnie prawdziwe, mogłoby się okazać, że jednej dwunastej wszystkich ludzi powinno się wieść w danej chwili dokładnie tak samo... Astrolog w tym momencie pewnie powie "Co za bzdury! Przecież jest milion dodatkowych czynników!", ale o to i rzecz się rozchodzi. Horoskopy znane większości z nas tych elementów po prostu nie uwzględniają.
Jednak lubię poznawać horoskopy, również te w postaci książkowej, jeszcze z innej przyczyny. Lubię czytać o tym elemencie kultury danej części świata. To właśnie dlatego zabrałam się z zapałem za lekturę autorstwa Andrzeja Sieradzkiego. Dlatego też poczułam się nią zawiedziona. Kultury było tu tyle co nic, autor zaś pisał w sposób dość nieskładny, krzywdzący i niejednokrotnie zbyt nadęty. Wspominając chociażby o dzieciach urodzonych w danym zodiaku, pozwalał sobie na stwierdzenia, że dziecko spod takiego znaku nie jest inteligentne a spod innego jest, co wg mnie jest po prostu niemądre.
Kolejną wadą "Horoskopów z czterech stron świata" jest brak precyzji i daleko idące uproszczenia. Autor zapomniał np., że chińskie znaki zodiaku nie są wyznacza dokładnie od 1 stycznia do 31 grudnia. Są pewne przesunięcia. Czytywałam książki o chińskich horoskopach pisane przez chińskich specjalistów w tej dziedzinie i pozycja Andrzeja Sieradzkiego mocno się od nich różni, dlatego zastanawiam się, skąd autor polskiej książki czerpał wiedzę.
Zawiedziona byłam też częścią poświęconą horoskopom z innych części świata. Były one napisane tak skrótowo, jak gdyby autor koniecznie chciał je uwzględnić w książce ze względu na tytuł, ale nie miał już ochoty zagłębiać się w temat. Innymi słowy o tym, co mnie ciekawiło najbardziej, nie dowiedziałam się zbyt wiele.
Co uważam za zaletę "Horoskopów z czterech stron świata" Andrzeja Sieradzkiego? Cóż można uznać, że jeśli ktoś dopiero zaczyna zgłębiać temat horoskopów, może potraktować pracę pana Sieradzkiego jako wstęp a następnie sięgać do innych pozycji.
Ściskam i pozdrawiam
Sil
![]() |
fot. Sil |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz