niedziela, 24 sierpnia 2025

Oskar i Pani Róża, czyli o książce, która była dla mnie wyjątkiem od reguły

 

    Książkę "Oskar i Pani Róża" poleciła mi koleżanka. Było to kilkanaście lat temu, gdy rozmawiałyśmy o ulubionych powieściach. Wspomniałam wówczas o czymś, co nie jest tajemnicą, czyli że nie czytuję książek ze smutnym zakończeniem, moja koleżanka zaś odpowiedziała, że ona też tak ma, ale jest jeden wyjątek - "Oskar i Pani Róża". Wówczas na wieść, że nie będzie to wesoła książka zareagowałam jak zwykle. Stwierdziłam, że podziękuję i nie przeczytam, ale pech chciał, że książka trafiła niedługo po tym w moje ręce. Nie była długa, postanowiłam więc raz złamać swoją żelazną zasadę. W efekcie po "Oskara" sięgnęłam, przeczytałam, popłakałam się i... nie żałuję, że to zrobiłam.
    "Oskar i Pani Róża" w wersji, którą przeczytałam, została wydana w 2005 roku przez Wydawnictwo ZNAK (Na zdjęciach poniżej jest również książka wydana przez ZNAK, ale z 2011 roku). Autorem jest Éric-Emmanuel Schmitt znany z filozoficznych dzieł. Opowieść liczy zaledwie kilkadziesiąt stron, ale stanowi całość, której nie trzeba sztucznie rozszerzać.
    "Oskar i Pani Róża" to wartościowa pozycja, nawet jeśli jest typowym wyciskaczem łez. Książka pisana jest dość skrótowo, w postaci czegoś w rodzaju dziennika. Opowiada historię ostatnich dni chorego chłopca, tytułowego Oskara oraz jego relacji z bliskimi, innymi pacjentami, personelem szpitala oraz z wolontariuszką - Panią Różą. Dla krytyków fabuła mogłaby wydawać się mało odkrywcza. Wszak wiadomo, że ciężka choroba często kończy się śmiercią, że ta świadomość jest trudna, wręcz bolesna, a jednak autor opowieści pokazuje te ostatnie dni tak mądrze, jak i delikatnie. Przechodzi przez różne etapy odchodzenia z godnością, pokazuje różne aspekty końcówki życia i różne punkty widzenia w trudnych chwilach. Możemy podglądnąć, co dzieje się w dziecięcej głowie, gdy dociera do niej nieuchronność końca, jak zachowują się dorośli w tej sytuacji. Czytamy o wsparciu i zrozumieniu, ale również o chwilach buntu. Widzimy, że w każdej sytuacji może kryć się pewna wyjątkowość, coś nieuchwytnego, co po nas zostanie...
    "Oskara i Panią Różę" porównuje się często do "Małego Księcia", lecz ja nie widzę wielkiego podobieństwa. Jeśli miałabym się go doszukiwać to dlatego, że zostało mi to zasugerowane przez krytyków literackich. Owszem, bohaterami są dzieci, mądre dzieci o skłonnościach filozoficznych, lecz sens fabuły jest zupełnie inny. "Mały Książę" zawsze był dla mnie czymś nierzeczywistym, "Oskar i Pani Róża" to wręcz surowa rzeczywistość. 

    Choć trochę wbrew swoim zasadom, wszak jestem za czytaniem dla pokrzepienia serc a nie po to, by mieć kolejny powód do smutku, książkę "Oskar i Pani Róża" polecam. Ale nie na każdą chwilę, bo choć opowieść ta może dać też swego rodzaju pocieszenie, to jest raczej lekcją życia niż miło i lekko spędzonym czasem. "Oskar i Pani Róża" to nie jest rozrywka, to coś zupełnie innego - chwila refleksji nad światem, zatrzymania w biegu i głębokiej zadumy nad tym, co w życiu ważne.

Ściskam i pozdrawiam
Silentia


fot. Sil


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze posty :)