czwartek, 13 sierpnia 2026

Początkujący pisarz początkującemu pisarzowi wilkiem... i jeszcze ten krąg wzajemnej adroacji, który wszystko wie najlepiej...

 

Wkurzyłam się przed chwilą, wiecie? I już wyjaśniam dlaczego. Rzadko zaglądam na grupy tematyczne, chyba że chcę poszukać czegoś konkretnego jak informacja o redaktorach lub sprawdzić, czy powstały jakieś nowe, fajne wydawnictwa. Dziś zajrzałam trochę przypadkowo na fejsbukową grupę tematyczną dla początkujących pisarzy i znów zaskoczyło mnie, jak wiele jest jadu w ludziach. Nawet tych, którzy teoretycznie dzielą wspólną pasję. 

Kochani! Tak, wiem i pisałam o tym już wielokrotnie, że większość wydawnictw typu vanity działa na zasadzie oszustwa, mydlenia oczu, grania na emocjach debiutujących pisarzy. Wiem, że niejednokrotnie jest to po prostu kradzież w białych rękawiczek. Ale! Po pierwsze, nie zawsze, bo nie każde wydawnictwo vanity to zło w czystej postaci. Po drugie, jak ktoś pyta o konkretną firmę wydawniczą a w odpowiedzi dostaje mnóstwo informacji, że wydawanie w firmie wydawniczej za pieniądze to tylko łaskotanie ego a nie prawdziwe wydawanie, że tylko tradycyjne się liczą, a jak nie to lepiej nie wydawać. Że jeśli ktoś nie dostaje odpowiedzi od tradycyjnego wydawnictwa to jest po prostu beznadziejny i już.  Gdy czytam wiele innych "mądrości" życiowych to mnie po prostu skręca.

Dziewczyna, która zapytała o jedno z wydawnictw vanity nie pytała o to, czy potrafi pisać czy nie. Pytała, czy ktoś  ma doświadczenie z tą, konkretną firmą i czy jest to uczciwe wydawnictwo. Nie interesowały jej dobre rady, co ma zrobić z własnymi pieniędzmi ani, czy korona jej z głowy spadnie, gdy zdecyduje się na zakup usługi wydania książki. Nie pokazywała próbki swojej twórczości, by można było ocenić jej umiejętności. Zapytała tylko o to, czy ktoś już współpracował z daną firmą i czy można tej firmie zaufać. W zamian otrzymała informacje, że każdy kto wydaje za pieniądze jest beznadziejnym beztalenciem łaskoczącym swojego ego. A gdy ktoś napomknął, że wydanie w tradycyjnym wydawnictwie bez znajomości graniczy z cudem, pewna wszystkowiedząca użytkowniczka odpowiedziała, że "tak sobie tłumaczą ci, którym nikt nie odpowiada". Więc... cóż. Mam dość bliskiego znajomego w tradycyjnym wydawnictwie i jedno potwierdza, to nie tylko cud, ale jeszcze cud, który rzadko się zdarza. 

Inna sprawa to... Czas! Już milion razy o tym wspominałam. Tradycyjne wydawnictwa rozpatrują propozycję wydawniczą ( o ile w ogóle do niej zajrzą, bo jeden pan naczelny się chwalił podczas wywiadu, że najczęściej przenosi takie maile prosto do kosza...) dłużej niż wydawnictwa vanity wydają całą książkę. Jeśli pisarz ma już rynek zbytu, np. wie jak i gdzie będzie sprzedawał książki i ma grono zainteresowanych czytelników, czasami warto jednak zainwestować w ten czas. Uwaga! Jeśli pisarz nie ma żadnego pomysłu, co z daną książką zrobić po jej wydaniu to, cóż, odradzam wydawanie w większości wydawnictw vanity. Takie wydawnictwa przerzucają całą odpowiedzialność za marketing na pisarza, który może się na tym po prostu zupełnie nie znać i wtedy nie ma szans, aby książka się sprzedała.

Inna sprawa, o której ktoś również wspomniał w komentarzu. Wielu pisarzy zaczyna w vanity, a gdy już stają się troszkę rozpoznawalni to nagle się okazuje, że już nie są "tak beznadziejni", aby tradycyjne wydawnictwo ich dalej zbywało. To też o czymś świadczy.

I jeszcze jedno. Tak, jak wydawnictwom vanity nie zależy najczęściej na sprzedaży książki, bo zarabiają na tym, co płaci im autor, tak też wydawnictwom tradycyjnym nie zależy na rzetelnym przeglądaniu wszystkich propozycji wydawniczych. I wcale nie jest tajemnicą, dlaczego. Po prostu dostają tych propozycji zbyt wiele. 


Ściskam i pozdrawiam

Sil



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze posty :)