Kochani!
Tak, jak obiecałam, od dziś przez kolejne sześć dni będę wrzucać kolejne fragmenty mojej mikropowieści "Na początku było spojrzenie". Prosta historia drugiej szansy przed Wami.
Ściskam i pozdrawiam
Silentia
Na początku było spojrzenie
Silentia
Prolog
Na początku było spojrzenie, pół uśmiechu i kilka niezgrabnie wymienionych żartów pomiędzy elementami mojej nowej kuchni, którą Aleks przyszedł zmontować za swojego pracownika. Pracownik się rozchorował w ostatniej chwili, a silne poczucie etyki zawodowej Aleksa sprawiło, że choć był szefem, zakasał rękawy i sam zabrał się za wkrętarkę, młotek i poziomicę. Posyłaliśmy sobie więc te spojrzenia, a ja czułam suchość w ustach i zbyt silne uderzenia serca, gdy tylko odwrócił się na chwilę znad swojej pracy. Kuchnia nabierała kształtów, szlachetnych kształtów pod jego utalentowanymi dłońmi. Uśmiechałam się coraz częściej, coraz częściej szukałam jego spojrzenia… A gdy tylko ostatnia śrubka została dokręcona, lawina powstrzymywanych uczuć spłynęła na nas dwoje, zalewając nas od stóp po czubek głowy nieoczekiwaną namiętnością. Już nie pamiętam, kto pierwszy podbiegł, by wbić się namiętnie w usta tego drugiego… Pamiętam tylko dni, tygodnie i miesiące pełne miłosnych uniesień, wyrwanych z ciasnych grafików spotkań. A później rosnącą w sercu nadzieję.
Skończyło się nagle. Urwało wręcz. Jednego dnia pospiesznie żegnał mnie namiętnie w pachnącej pościeli, a już następnego wieczoru pod moim własnym biurem, blady i zmęczony mówił, że przyszedł się pożegnać. Chyba tylko szok, w którym się znalazłam sprawił, że nie zemdlałam. Że nie zaczęłam krzyczeć ani ryczeć, jakby właśnie żywcem wyrywano mi z piersi serce. Słuchałam, ale nie wierzyłam, nie rozumiałam. A on? Powtarzał, że zawsze będzie mnie kochać na zmianę z „żegnaj i wybacz mi”.
Minęło dziewięć miesięcy i nadal nie rozumiem, co się wówczas wydarzyło. Dziewięć długich miesięcy, w których działałam jakby na autopilocie. I dopiero teraz powoli zaczęłam zdawać sobie sprawę z jednego. Aleks zniknął z mojego życia na dobre...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz