Rozdział 4. Nadzieja
Aleks…
Siedziałem w biurze od godziny bezmyślnie gapiąc się w dizajnerski zegar na przeciwległej ścianie i wspominałem swoje życie. Było co wspominać. Po spokojnym dzieciństwie, przyszedł klasyczny nastoletni bunt, w którym dałem popalić moim rodzicom. Następnie nauka stolarstwa i inżynierskie studia na politechnice. Tam było już spokojnie, bo zacząłem jednocześnie pracę, która okazała się moją pasją i w efekcie dość wcześnie otworzyłem własne studio projektowania mebli. Firma rozwinęła się, miałem pracowników, ale dalej lubiłem wszystko nadzorować. Kupiłem pierwsze a następnie drugie mieszkanie, spotykałem się z miłymi kobietami a później nastąpiła era Sylwii, która do dziś odbijała mi się czkawką, ale nie. Nie żałowałem, że mam syna, nawet jeżeli Sylwia była beznadziejną matką. I wreszcie pojawiła się Alicja. Moja miłość, którą straciłem z własnej głupoty, w szoku lub przez źle pojmowaną ojcowską odpowiedzialność, sam już nie wiedziałem. A teraz, gdy los połączył nasze ścieżki ponownie, ona wyrzuciła mnie ze swojego domu. Zniszczyła pracę moich rąk, którą wykonałem przepełniony rodzącym się między nami uczucia. Pamiętam, jak dbałem o każdy szczegół, docinałem, zmieniałem detale. Chciałem, by kuchnia, którą dla niej wykonam była idealna. Dodawałem droższe element i choć nie mogłem nie wziąć od niej pieniędzy, bo już wszystko było opłacone, starałem się, by moja praca była na najwyższym, możliwym poziomie.
Ale Ala zniszczyła wszystko. Wyrzuciła. Nie było w jej domu już nic ze mnie. Kiedyś pocieszałem się leżąc bezsennie samotnie w łóżku, że chociaż odszedłem, ma obok siebie jakąś cząstkę mnie. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo się myliłem. To tylko kuchnia, wiem. Tylko meble, a jednak czułem się tak, jakby wyrwała ze swojego domu kawałek mnie. To bolało.
- Szefie, masz chwilę? - zza niedomkniętych drzwi mojego biura wyjrzał Marek, jeden z moich najlepszych projektantów.
- Jasne – poprawiłem się na krześle i wskazałem mu, żeby usiadł – O co chodzi?
- Dziwna sprawa i nie bardzo wiem, jak to ugryźć.
- Wal.
- Chodzi o to, że wczoraj pod wieczór zadzwoniła do nas kobieta. Nie przedstawiła się. Zapytała jednak, czy mógłbym znaleźć dla niej projekt kuchni sprzed niecałych dwóch lat. Poprosiłem o imię i nazwisko, żebym mógł sprawdzić w bazie danych, czy mamy jeszcze ten projekt a ona odpowiedziała, że poda mi dane tylko, jeśli nie dowie się o tym Aleks Szumilas.
- Co takiego? Co jej odpowiedziałeś? - z niewiadomych przyczyn zrobiło mi się nagle gorąco.
- Że nie jestem pewien, czy mogę robić cokolwiek za plecami właściciela firmy. Odparła, że rozumie i, że w takim razie nieważne.
- Na który telefon dzwoniła? I kiedy dokładnie?
- Podstawowy, ten ze strony internetowej. Wczoraj, tuż przed zamknięciem, akurat jeszcze byłem w biurze.
Podziękowałem i skinąłem głową na znak, że Marek jest wolny, po czym wyczekałem na moment, aż nasza recepcjonistka wyszła do pokoju socjalnego na lunch. Podszedłem do jej biurka sięgając po telefon biurowy. Ręce mi drżały, gdy przeszukiwałem historię połączeń, choć sam nie wiedziałem, dlaczego. A gdy w końcu moim oczom ukazał się numer, który znałem na pamięć i rozpoznałbym o każdej porze dnia i nocy, zrozumiałem dlaczego byłem aż tak podenerwowany. Wczoraj, tuż przed zamknięciem, próbując zdobyć swój stary projekt kuchni, dzwoniła Alicja. Co to mogło oznaczać, czy chciała odbudować to, co zniszczyła z żalu, że ją porzuciłem? Czy mogłem mieć nadzieję, że nadal coś do mnie czuła?
Tego dnia nie odpływałem już w myśli. Nie wspominałem melancholijnie przeszłości ani nie pogrążałem się w żałobie po straconej miłości. Tego dnia pracowałem jak natchniony aż do piętnastej trzydzieści, gdy spokojnie spakowałem się i pobiegłem do żłobka, aby odebrać Krzysia. Gdy już posadziłem syna w aucie i słuchając jego wesołej paplaniny zapiąłem pasy w foteliku, w mojej głowie zaczął rodzić się plan. Alicja była głęboko zraniona, ale w tym momencie zdałem sobie z czegoś sprawę. Prawdopodobnie nie przestała mnie kochać. Przez syna straciłem kiedyś miłość mojego życia i teraz, z jego pomocą, zamierzałem tę miłość odzyskać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz