Gdy byłam małą dziewczynką sądziłam, że wszystko, co mówią w telewizji jest prawdą. Bo dlaczego mówiliby o tym w poważnych wiadomościach, gdyby tą prawdą nie było? Będąc często pod opieką dziadków, którzy od godziny 17 do 21 oglądali wszystkie możliwe wiadomości, informacje, panoramy i inne, nasłuchałam się o rzeczach strasznych, ale i o polityce. Niewiele rozumiałam, oprócz jednego, że nie chcę o tym wszystkim słuchać. Nie lubiłam słuchać ani o tragediach, ani o polityce, zwłaszcza, że dziadkowie dość ostro wszystko komentowali.
W liceum chodziłam do klasy ekonomicznej. Ekonomią trochę się interesowałam, a trochę poszłam do takiej klasy, bo wydawała mi się jedyną sensowną z profilowanych klas w wybranym przeze mnie liceum. I nagle znalazłam się w rzeczywistości popytu, podaży i... marketingu. I wówczas, będąc już osobą praktycznie dorosłą zrozumiałam jedno. Nie tylko reklamy proszku do prania, fixów do potraw i past wybielających zęby są mocnym naciąganiem rzeczywistości. Wtedy dowiedziałam się o istnieniu marketingu politycznego.
Polityką dalej się nie interesuje, a właściwie nie chcę się interesować. Gdy są wybory, na które czuję wewnętrzny obowiązek, aby chadzać, czytam programy, sprawdzam, które są zgodne z moimi poglądami w największej ilości punktów i na tę osobę/osoby głosuję. Tylko, pojawił się pewien problem. Od kilku lat nie mogę przejść spokojnie ulicą czy przejechać się autobusem, żebym nie słyszała jakiegoś nawiązania do polityki. A słysząc nieraz te mniej lub bardziej składne wypowiedzi, przypominam sobie to jedno wyrażenie, które poznałam w szkole średniej - "marketing polityczny". Przypominam sobie, czym jest, do czego służy i jest mi smutno, że w dzisiejszych czasach, tak łatwo jest manipulować opinią publiczną. Że nawet naprawdę mądrzy ludzie, dają się nabrać na zwykłe, marketingowe narzędzia. To jest smutne bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej, bo dziś marketing ten stał się po prostu dziecinnie prosty. Dlaczego? Ponieważ... mamy Internet.
Ściskam i pozdrawiam
Refleksyjna dziś
Sil
![]() |
| fot. Sil |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz