środa, 31 grudnia 2025

Niech już się wreszcie skończy, czyli dawno tak niecierpliwie nie czkałam na Nowy Rok

 

    Zanim przejdę do najsmutniejszej refleksji na read2sleep.pl w tym roku, chciałabym zrobić krótkie podsumowanie techniczne bloga. Niniejszym prezentuję sto siedemdziesiąty post w tym roku i sześćset czterdziesty post na blogu. Sporo tego, nawet jak na ponad trzy lata działalności. Jak znalazłam  czas na stworzenie tyle treści? Nie mam pojęcia, ale jestem z siebie dumna. 😉 Z ciekawości zrobiłam wczoraj małą analizę statystyk i sprawdziłam, jakiego rodzaju posty są najczęściej czytane przez moich Czytelników. Oto wyniki.

1. Najchętniej czytane są recenzje książek publikowanych w aplikacjach do czytania typu Galatea i Novel. Jest to dla mnie, przyznam szczerze. pewnym zaskoczeniem.
2. Drugim najchętniej czytanym rodzajem postów są posty o osobach sławnych. Nie ma tych postów zbyt wiele, ale statystki mają imponujące ;).
3. Trzeci najchętniej czytany rodzaj postów na read2sleep.pl to (uff, całe szczęście! ;) ) moja twórczość około literacka, czyli moje wiersze!!! i opowiadania. Byłoby mi nieco smutno, gdyby ta część mojego bloga nie znalazła się na podium, więc bardzo dziękuję, Kochani!
4. Tuż za podium mamy... Uwaga, uwaga! Fotorelacje! Cieszę się! Uwielbiam wrzucać Wam fotki z moich krótkich wypraw.
5. Chętnie czytane są również moje wypowiedzi o rynku książki, o wydawnictwach. Dziwne, prawda?😉
6. Co ciekawe, informacje o zagranicznych powieściach nie mają aż tak wielu odsłon. Jest to dla mnie największym zaskoczeniem, gdyż to z ich  powodu właśnie założyłam blog read2sleep.pl ;). Może po prostu klasycznych stron/blogów z recenzjami książek jest zbyt wiele?
7. Pozostałe posty mają pojedyncze odsłony, ale jednak jakieś mają, więc póki co niczego nie usunę i będę obserwować, co dalej.

A teraz, Kochani, przechodzę do podsumowania Roku 2025...

    Jak ja się cieszę, że mam to już za sobą! (Tzn. prawie...) 1993, 1994, 1998, 2012, 2015, 2019 (choć nie cały, na szczęście)  - są to lata, które znalazły się na mojej czarnej liście. To do nich niniejszym dołączył rok 2025! Ponieważ jest to siódmy tego typu rok, mam nadzieję, że w myśl starego przysłowia o siedmiu latach chudych i siedmiu tłustych, niniejszym te trudne już nie będą się w moim życiu pojawiać. Tłustych jeszcze nie miałam, tylko takie normalne, więc teraz czekam na tłuste 😉.  Rok 2025, o którym horoskopy zgodnie pisały, że ma być MOIM ROKIEM, rokiem mojego nieprzerwanego szczęścia i sukcesu, stał się zamiast tego moją traumą. Chcę, żeby odszedł. Chcę o nim pamiętać, ale tylko ku przestrodze. Chcę, żeby się już nie powtórzył. 

Zacznijmy od początku...

    Styczeń... po wielkiej radości i wielkiej nadziei związanej z premierą mojej pierwszej wydanej pod pseudonimem Silentia książki -  "Tylko jeden dzień", nastąpił zgrzyt. Powieść wydrukowano z błędnym ISBN. Z tego powodu, w momencie premiery i jeszcze wiele tygodni później, nie była dostępna do sprzedaży, a co za tym idzie nikt, kto zobaczył ją w mediach społecznościowych czy na niniejszym blogu, nie mógł jej nabyć. Gdy już "problem rozwiązano" i otrzymałam w końcu informację, że książka wreszcie trafiła do sprzedaży - ZONK! Spróbowałam ją kupić i niestety. Zamiast testowego egzemplarza własnej książki otrzymałam... zwrot pieniędzy, bo pozycja była niedostępna. Napisałam do Wydawnictwa z prośbą o wyjaśnienie i otrzymałam informację, że akurat zmieniają hurtownię. Do dwóch tygodni sprawa miała się rozwiązać. Niestety, zamiast dwóch tygodni było ich kilka razy więcej i nagle okazało się, że powieści nie można wciąż nabyć pod żadną postacią, choć od premiery minęły już cztery miesiące... Cóż... później  nie wiem, jak było, bo od rana do nocy byłam zajęta innymi sprawami, związanymi z nauką, pracą, szkołą, dziećmi, zdrowiem... Pogarszającym się zdrowiem, niestety. Chcąc nie chcąc przestałam monitorować sprawę dostępności książki. Gdy zaś myślałam, że już na pewno powoli wszystko się układa, spotkał mnie osobisty ból, osobista strata, której poświęcę więcej niż trochę miejsca w osobnym akapicie... Książka znów odeszła w moim życiu na dalszy plan. Nie wiedziałam, co się z nią dzieje i może tak było lepiej...
    Powoli radziłam sobie. Ratowały mnie dzieci, którymi musiałam się zająć pomimo bólu. Ratował mnie też nadmiar obowiązków i blog. A gdy jako tako się otrząsnęłam i znów chciałam sprawdzić, jak się ma książka, nad którą myślałam i pracowałam od wielu lat, na której wydanie oszczędzałam pieniądze, by wydać ją na własnych warunkach i nikogo o nic nie prosić, stało się coś jeszcze innego. Moja książka znów na kilka miesięcy zniknęła ze sprzedaży przez atak hakerski na hurtownię, z której usług obecnie korzysta Wydawca. Nie wiem już teraz, czy śmiać się, czy płakać. Rok premiery mojej debiutanckiej powieści jako Silentii, mojej dopieszczonej romantycznej historii "Tylko jeden dzień", był rokiem, w którym książka była praktycznie niemożliwa lub bardzo trudna do zakupu! A jakby tego było mało, nie trafiła nawet do bibliotek z listy egzemplarzy obowiązkowych i Wydawnictwo nadal nie potrafi mi powiedzieć, dlaczego ich tam nie ma. Dostaję tylko co kilka tygodni informacje, że sprawdzą i nadal nic. 
    Pojawił się też problem z pozycjonowaniem powieści w Internecie, gdyż - jak już kiedyś wspominałam na read2sleep.pl - od momentu nadania przeze mnie tytuły do faktycznego wydania książki minęło trochę czasu. Pod tytułem "Tylko jeden dzień" zdążyła już napisać oraz wydać inną powieść i to romantyczną... inna osoba. Okazało się też, że mój pieczołowicie przed laty wybrany pseudonim stał się pewnym problemem, gdyż Silentia to również firma produkująca między innymi parawany medyczne. Jest to firma wielka i znana, a przez to trudno się przebić mojemu pseudonimowi w sieci. Autorka Silentia (o powstawaniu mojego pseudonimu opowiem Wam jeszcze raz w przyszłym roku) długo jeszcze nie pokona w Internecie firmy produktów marki Silentia i to również wpływa na możliwość odnalezienia mojej książki w sieci. Na razie o mojej książce możecie poczytać na stronie lubimyczytac.pl (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5178469/tylko-jeden-dzien).
    Cóż, nauki Zen mówią, że "co straciłeś, nigdy nie miało być twoje". Może jest jakiś powód, dla którego straciłam potencjał swojej pierwszej, wydanej powieści romantycznej. Może kiedyś dostrzegę w tym sens. Teraz go nie widzę, ale może czas mi go pokaże.

    A teraz druga a jednocześnie ważniejsza i trudniejsza sprawa, druga DUŻA czy też NAJWIĘKSZA, bo mniejszych jest lista, która sięga pewnie kilometra... Jest to oczywiście strata, strata ostateczna. W połowie mijającego roku straciłam jedną  z najbliższych mi osób. Strata ta była nie tylko zupełnie niespodziewana, ale przede wszystkim niepotrzebna i okrutna. Przez błędy, szereg błędów lekarzy - ludzi, którzy mieli przecież ratować a nie odbierać życie, odeszła moja Babcia. Miejsce, do którego pojechała sama, uśmiechnięta, w letniej sukience... Szpital o dobrej sławie, w którym miał być przeprowadzony prosty zabieg (nawet nie pod narkozą!) a zakończył się śmiercią i to śmiercią okrutną... Nie mogę tego przeboleć. Nie mogę się z tym pogodzić. Nie było choroby, nie było nieszczęśliwego wypadku. Był tylko błąd, kolejny błąd i wreszcie ten ostateczny. Babcia z nikim się nie pożegnała, za dwa dni mieliśmy się z nią spotkać przy wspólnym stole. Pojechała z torebeczką i pewnością, że na drugi dzień będzie w domu. Nigdy już nie zobaczyła swoich prawnuków, wnuków ani dzieci.
Pocieszając innych mówiłam, że po prostu nadszedł jej czas i trzeba się z tym pogodzić. Uwierzyli mi, ale ja nie jestem w stanie przekonać samej siebie.

    Wobec powyższego wszystkie inne sprawy wydają się błahe. Choć i przez moją powieść smucę się nocami, to jednak tego bólu po stracie Babci nie mogę porównać z niczym. Nie jestem młoda i straty wśród bliskich bywały już w moim życiu, ale to były straty sensowne, uzasadnione - choroba, wypadek... Z tą, pozbawioną większego sensu śmiercią, nie pogodzę się chyba nigdy.

    Rok 2025 to było również sporo rozsypywania się wszystkiego, co mnie otacza. Popsuło mi się mnóstwo sprzętów w domu i bez niektórych musze się wciąż obywać. Popsuło mi się zdrowie, popsuły mi się relacje międzyludzkie... Rozluźniły mi się stosunki z wieloma, naprawdę bliskimi mi osobami, pogorszyły się relacje z osobami, z którymi muszę współpracować. Oszukali mnie nawet sprzedawcy ;). Szwankujący wzrok ograniczył moje możliwości czytania wieczorami.  Stało się tak wiele innych, niefajnych rzeczy. Nie, nie będę tęsknić za rokiem 2025.

    Ale na koniec, po oczyszczającym tekście, w którym podzieliłam się ze "światem" swoim żalem, przez co czuję, jakbym trochę zrzuciła go z własnych pleców, mam ochotę zasiać iskierkę nadziei. Kilka godzin wcześniej szukałam czegoś w mediach społecznościowych i nagle natrafiłam na zdjęcie kobiety w rękawicach bokserskich. Zdjęcie było czarnobiałe, nostalgiczne. Pod spodem znalazłam napis. Był to tekst, który brzmiał mniej więcej tak "Rok 2025 nauczył cię walczyć z przeciwnościami. Rok 2026 nauczy cię cieszyć się z osiągniętego sukcesu."

    I tym optymistycznym akcentem, żegnam na read2sleep.pl rok 2025! W Nowym 2026 Roku życzę Wam oraz sobie UKOJENIA.

Ściskam i pozdrawiam
Silentia


fot. Sil


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze posty :)