Tak, jestem zagorzałą fanką "Wiedźmina" i to już od jakichś trzydziestu lat, ale to nie oznacza, że we wszystkim zgadzam się z jego twórcą - Andrzejem Sapkowskim. Niedawno Sapkowski udzielił krótkiego wywiadu, z okazji Dni Książki w Brukseli, w którym przedstawił poglądy na temat spadku czytelnictwa w Polsce. Wywiad można przeczytać w wielu miejscach, między innymi na stronie Polskiej Agencji Prasowej (link -> TU). Oczywiście rozumiem i szanuję diagnozę postawioną przez pana Andrzeja, jednak nie do końca się z nią zgadzam.
Podczas wywiadu Sapkowski przekonywał, że powodem spadku czytelnictwa w Polsce jest to, że książki są za drogie a każdy, kto sądzi inaczej jest w błędzie. Zdaniem pisarza, książka powinna kosztować nie więcej niż 20 złotych i "nie może kosztować więcej niż pół litra wódki". Brzmi pięknie? Idealistycznie? Owszem i w zasadzie zgadzam się z opinią twórcy, ale...
- po pierwsze nie sądzę, że osoby, które sięgają powszechnie po wódkę zamieniłyby alkohol na książki, gdyby książki były tańsze i nie jestem pewna, co miało oznaczać takie porównanie;
- po drugie Sapkowski uważa, że to państwo powinno ładować pieniądze w rynek książki i, również zasadniczo się zgadzam, ale jest to nieco utopijne myślenie, bo temat nie jest medialny a palących potrzeb jest więcej;
- po trzecie jeśli książka w dzisiejzych czasach miałaby kosztować poniżej 20 złotych, to kto miałby na niej nie zarabiać? Autor, wydawnictwo, drukarnia czy dystrybucja...;
- po czwarte, czy pan Sapkowski z równym zaangażowaniem powie malarzom czy rzeźbiarzom, że ich dzieła również nie powinny kosztować dziesiątki tysięcy? Oczywiście nie jest to dokładnie to samo, bo obraz jest jeden a książek drukuje się więcej, ale jednak. I to, i to jest dziełem. I tu, i tu jakość bywa dyskusyjna.
Spadek czytelnictwa to jest trochę bardziej złożony problem niż reakcja na ceny książek. Według moich obserwacji, ludzie po prostu wybierają łatwiej dostępne rozrywki. Osoby, które twierdzą, że nie maja czasu na czytanie, potrafią godzinami skrolować media społecznościowe i oglądać memy. Czytając artykuł zwykle ograniczają się do nagłówków. Ba! Na podstawie nagłówków komentują treść. Treść, której tak naprawdę nie znają. To nie jest kwestia ceny, bardziej czytelniczego lenistwa.
Żeby zmienić obecny stan rzeczy, potrzebna byłaby edukacja, która pokaże dzieciom a później młodzieży, jaka jest wartość książek. Ale i to trochę mało. Potrzebna byłaby zmiana podejścia rodziców. Jeśli rodzic już kilkulatkowi wciska telefon komórkowy do ręki i puszcza mu randomowe filmiki, żeby zapewnić sobie spokój, książki nie staną się naturalnym wyborem młodego człowieka. Będą abstrakcją kojarzącą się jedynie z obowiązkiem szkolnym. Czymś do odhaczenia i zapomnienia.
Kolejnym elementem jest brak czytających autorytetów. Jeśli widzę czasem jakiegoś celebrytę z książką, to albo promuje własną, albo reklamuje cudzą. Moim marzeniem jest to, aby sławni ludzie włączyli się w edukację swoich młodych fanów i zamiast pokazywania na Instagramie najnowszych "stylówek" czy płatnych kampanii reklamowych, w których biorą udział, zaproponowali sięgnięcie po fajną książkę, którą niedawno przeczytali. Nawet nie muszą robić tego zamiast, wystarczy oprócz.
Książki można czytać wszędzie. Są ebooki, audiobooki, które często można nabyć po cenie niższej niż 20 złotych, jak życzy sobie pan Sapkowski. Tylko co zmieni cena, gdy chęci brak?
Ściskam i pozdrawiam
Sil
![]() |
| fot. Sil |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz