Kilka dni temu podpowiedział mi się w mediach społecznościowych wywiad z Michałem Michalskim - dyrektorem wydawnictwa ArtRage. Widziałam już wcześniej, że jest taki wywiad, ale był w materiałach płatnych na jakimś tam portalu, więc nie zdecydowałam się go przeczytać. Tym razem podano linki do portalu kobieta.gazeta.pl (link -> TUTAJ) i mogłam wreszcie bezpłatnie zapoznać się z treścią. Cóż, nie powiem, że jest tu wiele zaskakujących dla mnie faktów. Wręcz przeciwnie, o większości spraw, które porusza Michał Michalski już czytałam, słyszałam, czy znam je z autopsji. Jest też kilka uwag pana Michała, kilka refleksji - z niektórymi zgadzam się w pełni, z innymi niekoniecznie.
Pytanie, które zawsze nasuwa mi się w momencie, gdy ktoś wspomina, że za dużo osób w dzisiejszych czasach pisze książki, to jest "Dlaczego ktoś ma nie napisać książki, jeśli ma na to ochotę?" Dlaczego wszyscy mogą np. jeździć na rowerze w ramach hobby, ale np. pisanie książek ma być zarezerwowane dla wąskiej grupki osób? Kochani, nie każdy, kto jeździ na rowerze, zostanie mistrzem świata w kolarstwie, nie każdemu nawet przyjdzie do głowy, by wziąć choć raz w życiu udział w jakichkolwiek zawodach. A jeśli nawet weźmie, rzadko stanie się mistrzem. Mistrzami, faktycznie, zostaje tylko garstka. Podobnie z pisaniem książek. Nie każdy, kto napisze książkę zdecyduje się na próbę jej wydania i to jest w porządku. A jeśli ktoś się zdecyduje, ale jego książka nie zostanie zakwalifikowana do wydania? Zdarza się i tak. Dlaczego nie spróbować? Pan dyrektor Michalski, jak i inni redaktorzy z polskich wydawnictw, pragnęliby pewnie, aby na ich skrzynki mailowe trafiały jedynie dzieła na miarę literackiej nagrody Nobla, ale wtedy po co byliby pisarzom wydawcy? Jeśli mielibyśmy pewność, że stworzymy nową epopeję narodową, to po co nam pośrednik? Piszemy, drukujemy na żądanie w drukarni i już. Tak to nie działa. Każda książka ma pewnie potencjał, tylko czasem jest on zbyt mały, by w nią zainwestować. Trzeba też ocenić na podstawie doświadczenia, czy będzie jakiekolwiek zainteresowanie takim dziełem. Tego pisarz nie oceni sam, do tego potrzebuje fachowców i dlatego wysyła propozycje wydawniczą. Ale to też nie jest tak, że jeden redaktor, który oceni dzieło jest nieomylny. I tu się zgadzam z panem Michalskim - jeśli naprawdę wierzy się w swoją książkę, dobrze jest spróbować sił w wielu miejscach.
Michał Michalski uważa, że polscy pisarze nie mają żadnych umiejętności literackich. I tu się raczej zgodzę, ale... Po pierwsze, od tego jest redakcja, aby ukształtować właściwą formę do świetnej treści. Po drugie, skąd mają mieć umiejętności, jeżeli edukacja polonistyczna w naszym kraju nagradza korzystanie ze schematów a nie kreatywną twórczość? Po trzecie, często sami wydawcy przyczyniają się do tego, że kiepska książka staje się bestselerem. Co mam na myśli pisząc "kiepska" - np. bez wyrazistych postaci, z nielogiczną, niespójną fabułą, z przesadnie szczegółowymi, nic nie wnoszącymi do treści opisami, z błędami różnej maści. Często wydaje się również dzieła, które są podobne do tych, które wydawało się już wcześniej. Tak podobne, że czytelnik się zastanawia, czy już na pewno tego wcześniej nie czytał... Wielu ludziom to pasuje, ale jaki to ma wkład w dorobek literacki naszego kraju?
I na koniec... Ciągle, z różnych stron, słyszę, że w Polsce jest więcej pisarzy niż czytelników (oczywiście to odrobinę przesada ;)) i jest to troszkę smutne, ale jak powiedziała kiedyś noblistka Toni Morrison: If there's a book that you want to read, but it hasn't been written yet, then you must write it. (W wolnym tłumaczeniu: Jeśli jest książka, którą chcesz przeczytać, ale jeszcze nikt jej nie napisał, musisz ją napisać).
Ściskam i pozdrawiam
Silentia
![]() |
| fot. Sil |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz